Janusz Korczak. Jakie recepty wystawił nam Stary Doktor?

0
Janusz Korczak. Jakie recepty wystawił nam Stary Doktor?

„Kiedy śmieje się dziecko, śmieje się cały świat” – oto jedne z najsłynniejszych słów Janusza Korczaka, autora „Króla Maciusia Pierwszego” i publikacji „Jak kochać dziecko”. To jedno zdanie tak często powtarzane jest przez właścicieli żłobków i przedszkoli, że zdążyło nam już trochę spowszednieć – a szkoda, bo stanowi kwintesencję całej twórczości i działalności Starego Doktora. Dla niego śmiech dziecka był synonimem wolności i niezależności, symbolem respektowania praw i beztroską zabawą w błocie. Opiekował się dziećmi, działał dla dzieci, pracował z dziećmi – poświęcił im całe swoje życie, choć sam był bezdzietny. Dawał dzieciom wolność, dbał o ich zdrowy rozwój, a gdy przyszedł czas, razem z nimi opuścił getto i stanął na czele pochodu na Umschlagplatz. Poznajcie historię Janusza Korczaka, prekursora walki o prawa dziecka.

Wydawnictwo Natuli Wychowanie dzieci Książki dla dzieci

Zaginiona karta Janusza Korczaka, działacza na rzecz praw dziecka

Historia Henryka Goldszmita, bo tak naprawdę nazywał się Janusz Korczak, zaczyna się w Warszawie. Syn adwokata Józefa Goldszmita i Cecylii z domu Dębickiej przyszedł na świat w zasymilowanej rodzinie żydowskiej. Kiedy? Tego dokładnie nie wiemy. Jedni badacze skłaniają się ku rokowi 1878, inni – 1879, a niemal wszyscy twierdzą, że urodził się 22 lipca, choć i tu nie brakuje biograficznych rozbieżności. U podstaw tego zamieszania leży zaginiona karta, a właściwie strona z księgi stanu cywilnego. Czy jej brak wynika z czyjegoś niedopatrzenia, czy celowego działania kogoś, kto chciał zataić prawdę o żydowskim pochodzeniu Goldszmita? Trudno powiedzieć. Zresztą wydaje się, że on sam nie wiedział dokładnie, kiedy się urodził. Po latach zasugerował to w swoim pamiętniku. Jedno jest jednak pewne – Janusz Korczak postawił wyzwanie swoim biografom. Ci z kolei do dziś nie dotarli do prawdy.

Od Cesarskiego Uniwersytetu Warszawskiego do Domu Sierot

Po licznych przeprowadzkach, śmierci ojca i ukończeniu gimnazjum, zdał maturę i rozpoczął studia medyczne na Cesarskim Uniwersytecie Warszawskim. W marcu 1905 roku uzyskał dyplom lekarski. W czerwcu powołany został do armii rosyjskiej, wyjechał na Daleki Wschód, gdzie służył w pociągu sanitarnym. Do Warszawy wrócił dziewięć miesięcy później. Pracował jako pediatra w Szpitalu dla Dzieci im. Bersonów i Baumanów, prowadził również prywatną praktykę lekarską. Cały czas podnosił swoje kwalifikacje, w ciągu kolejnych lat wyjechał do Berlina, później do Paryża i Londynu. Gdy przyjechał do Warszawy, został członkiem Towarzystwa „Pomoc dla sierot”, którego celem było objęcie opieką osieroconych dzieci żydowskich. Po wybuchu I wojny światowej znów został wcielony do armii rosyjskiej, gdzie objął stanowisko młodszego ordynatora szpitala dywizyjnego. W 1917 roku podjął pracę lekarza w podkijowskich przytułkach dla dzieci ukraińskich.

Jak Henryk Goldszmit stał się Januszem Korczakiem?

Służba wojskowa Janusza Korczaka nie zakończyła się wraz z podpisanym w 1918 roku rozejmem – w czasie wojny polsko-bolszewickiej pełnił służbę lekarza w Wojsku Polskim, w 1923 roku został przydzielony do 1 Batalionu Sanitarnego jako oficer rezerwowy. Trzeba jednak przyznać, że tak naprawdę to działalność publicystyczna, literacka i społeczna przyniosła mu największą sławę. Zadebiutował w 1896 roku humoreską „Węzeł Gordyjski” na łamach tygodnika „Kolce”, a dwa lata później wziął udział w konkursie na sztukę teatralną ogłoszonym przez I.J. Paderewskiego. Wtedy też, inspirując się „Historią o Janaszu Korczaku i o pięknej miecznikównie” I.J. Kraszewskiego, użył pseudonimu literackiego. W 1900 roku miejsce „Janasza” zajął „Janusz” – i tak już zostało. Pierwsze dzieła literackie nie przyniosły jednak autorowi zbyt dużego zarobku – w ten sposób spełniła się przepowiednia nauczyciela Korczaka, który kiedyś powiedział mu, że będzie pisał do nic nieznaczących gazet za 3 grosze za wiersz. Później było już trochę lepiej.

Janusz Korczak – najważniejsze dzieła Starego Doktora

Swoje poglądy pedagogiczne Janusz Korczak zawarł zarówno w książkach dla najmłodszych czytelników, jak i tych, którzy zajmują się ich wychowaniem. Do najważniejszych dzieł Korczaka należy m.in. powieść dla dzieci Król Maciuś Pierwszy (i jej kontynuacja – „Król Maciuś na wyspie bezludnej”), programowy utwór „Prawo dziecka do szacunku”, przewodnik po codziennych trudnościach lat dziecięcych „Prawidła życia” oraz naturalistyczne powieści społeczne: „Dzieci ulicy” i „Dziecko salonu”. Najbardziej znaną w dorobku Starego Doktora jest jednak książka dla rodziców „Jak kochać dziecko”. Choć może się wydawać, że odpowiedź na to pytanie jest oczywista – wszakże żaden rodzic nie musi znać sposobów na to, jak kochać – Janusz Korczak wyciąga pomocną dłoń do każdego opiekuna, który chce wychowywać dziecko w szacunku i miłości, jednak czasami czuje się przytłoczony rodzicielską odpowiedzialnością. 

 

„Recepty Starego Doktora. Wypisy z dzieł Janusza Korczaka” – stare prawdy w nowym wydaniu

„Jak kochać dziecko” Janusza Korczaka to bogaty zbiór rad dotyczących zdrowia psychicznego i fizycznego dzieci w każdym wieku – od noworodka do nastolatka. Znajdziemy tu mnóstwo cennych wypowiedzi. Agnieszka Zgrzywa postanowiła część z nich zebrać, a efektem tej pracy jest książka, która niedawno ukazała się nakładem Wydawnictwa Naukowego PWN. „Recepty Starego Doktora. Wypisy z dzieł Janusza Korczaka” skupiają w sobie jednak nie tylko myśli ze słynnego poradnika dla rodziców – wśród nich znajdziemy również inspirujące cytaty pochodzące z innych dzieł Henryka Goldszmita. „Recepty Starego Doktora” to jednak nie skrót jego najważniejszych myśli. To książka subtelnie dotykająca wszystkich spraw, które były mu bliskie, dająca do myślenia, a często nawet przeobrażająca wizję wychowania dziecka, do której byliśmy przyzwyczajeni. Oto kilka z blisku dwustu myśli, które znajdziemy na jej kartach.

[product id="24466"]

 

Nasz pokój dziecinny z symetrycznie ustawionymi meblami, nasze wylizane ogrody miejskie nie są terenem, gdzie może się przejawiać swoboda, ani warsztatem, gdzie znalazłyby narzędzia czynna wola dziecka (Zgrzywa 2022, s. 9).

Przykro wspinać się na palcach i nie móc dosięgnąć, ciężko drobnymi krokami nadążać za dorosłymi; z małej ręki wyślizgnie się szklanka. Niezręcznie, z mozołem pnie się na krzesło, do pojazdu, na schody; nie może ująć klamki, wyjrzeć przez okno, zdjąć lub zawiesić, bo wysoko. W tłumie zasłaniają, nie dostrzegą, potrącą. Niewygodnie, przykro być małym (tamże, s.83).

Drwiną, że dziecko nie wie, zabijasz w nim chęć dowiedzenia się. Kto przyzna się, że nie czytał Fausta, nie widział Rubensa, nie wie, kto to był Pestalozzi? I czytamy, aby zbyć, patrzymy, aby zbyć, wiemy wszystko byle jak – cywilizację robią jednostki, politykę robią kliki, zaś ogół durny – za nos wodzony – umiera nawet, a wstydzi się przyznać, że nie wie za co, byle się nie śmiano z niego. Kto się śmieje z trzyletniego dziecka, że chce gwoździkami przybić szkiełka do oczów – jest zdrajcą, deprawatorem (tamże, s. 71).

„Nie można” odrzucasz prośbę, jednym: „Głuptas jesteś” przecinasz wątpliwości. Czy wiesz, dlaczego chłopiec chciał wziąć pelerynę w dzień upalny? – Bo ma brzydką łatę na kolanie pończochy, a w ogrodzie będzie dziewczynka, którą kocha… (także, s. 85)

Janusz Korczak – Dom Sierot i Nasz Dom

Wspomnieliśmy już wcześniej o Towarzystwie „Pomoc dla sierot”. W 1906 roku postanowiło ono wybudować własny budynek przy ul. Krochmalnej. Janusz Korczak został dyrektorem Domu Sierot, a sześć lat później, wraz z naczelną wychowawczynią Stefanią Wilczyńską, weszli do niego wraz ze swoimi wychowankami – 85 dziećmi wyznania mojżeszowego. Od 1919 roku Korczak współtworzył również drugą instytucję, dla dzieci polskich – Zakład Wychowawczy Nasz Dom (w Pruszkowie, a od 1928 roku na Bielanach). Wróćmy jednak do Domu Sierot stworzonego z myślą o dzieciach żydowskich. Po wybuchu II wojny światowej i utworzeniu getta warszawskiego podjęto decyzję o wymianie lokali – dotychczasowa siedziba Domu Sierot (w której obecnie mieści mieści się Dom Dziecka nr 2 imienia Janusza Korczaka oraz Ośrodek Dokumentacji i Badań Korczakianum) została przeniesiona do szkoły mieszczącej się przy ul. Chłodnej, a jeszcze później – do gmachu Towarzystwa Wzajemnej Pomocy Pracowników Handlowych i Przemysłowych przy ul. Siennej. 

Wielka akcja deportacyjna w getcie warszawskim

Gmach mieszczący się przy ul. Siennej 16 w Warszawie był ostatnią siedzibą Domu Sierot. Latem 1942 roku rozpoczęła się wielka akcja deportacyjna w getcie warszawskim. Janusz Korczak, pracownicy Domu Sierot (m.in. Stefania Wilczyńska), a także jego wychowankowie (niespełna 200 dzieci) zostali wypędzeni na Umschlagplatz. Ale sam marsz nie miał nic wspólnego z pędem. Był boleśnie powolny, straszliwie cichy – tak zapamiętał go Marek Rudnicki. Droga na rampę kolejową była długa, a jej przeznaczenie pewne – to tu koncentrowani byli mieszkańcy getta warszawskiego przed wywiezieniem ich do obozu zagłady w Treblince i obozów mieszczących się w dystrykcie lubelskim. Janusz Korczak stał na czele tego tragicznego pochodu, otaczały go dzieci. Władysław Szpilman wspominał nawet, że dwoje najmłodszych niósł na rękach – dzieci jednak nie miały w sobie strachu, były uśmiechnięte, radosne. Stary Doktor powiedział im, że jadą na wieś, a to przecież jest powód do radości.

Ostatni marsz na Umschlagplatz

Marsz rozpoczął się prawdopodobnie 5 sierpnia 1942 roku (choć niektóre źródła podają datę 6 sierpnia). Podróż zaczęła się w getcie i skończyła na wsi – Stary Doktor, jak zawsze, miał rację. Niestety, zamiast szerokich pól obiecujących dzieciom beztroską zabawę, na wychowawców i wychowanków Domu Sierot czekały komory gazowe. Jeszcze przed załadowaniem wagonów, które za chwilę miały wyruszyć do Treblinki, pojawił się cień szansy na ratunek. Nachum Remba, urzędnik Judenratu, zaproponował Korczakowi, by udał się z nim do Gminy. Być może mogłaby ona podjąć interwencję u Niemców. Ale Stary Doktor odmówił. Nie chciał ani na chwilę opuścić dzieci. Wkrótce razem znaleźli się w Treblince. Korczak towarzyszył dzieciom w ostatniej podróży. W obozie przyszedł jej kres.

Pozwólmy ochoczo pić radość poranka i ufać. Dziecko tak właśnie chce. Nie żal mu czasu na bajkę, rozmowę z psem, chwytanie piłki, dokładne obejrzenie obrazka, przerysowanie litery, a wszystko życzliwie. Ono właśnie ma słuszność.

Naiwnie obawiamy się śmierci, nieświadomi, że życie jest korowodem zamierających i nowo zrodzonych momentów (tamże, s. 189).

 

Poznaj nasze książeczki Niuniuś - o emocjach małego dziecka:

[product id="23455, 23512, 23528, 24390, 24392, 23591, 23455, 23692, 24390, 24392, " slider="true"]

 

Poznaj naszą Serię Rodzicielską – tworząc ją myśleliśmy o tym, czego najbardziej potrzebują rodzice.

[product category_id="513" slider="true" onlyAvailable="true"]
Wydajemy też barrrdzo niegrzeczne książki dla dzieci:
[product category_id="516" slider="true" onlyAvailable="true"]
Oraz książki dla najmłodszych:
[product id="23295, 23296, 24392"]

Komentarze do wpisu (0)

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper Premium