Przejdź do głównej treści
Produkty w koszyku: 0. Zobacz szczegóły

Twój koszyk jest pusty

Zamknij wyszukiwarkę Wyczyść Szukaj
Produkty w koszyku: 0. Zobacz szczegóły

Twój koszyk jest pusty

Zamknij wyszukiwarkę Wyczyść Szukaj

Stary wielki kupiszon, czyli o dziecięcych eksperymentach z językiem - fragment książki "Wild child, czyli naturalny rozwój dziecka"

Wychowanie zorientowane na więzi i potrzeby to drogowskaz dla tych rodziców, którzy chcą wyposażyć swoje dzieci w poczucie własnej wartości oraz rezyliencję, czyli odporność psychiczną. Stabilna więź z rodzicem jest bowiem inwestycją nie tylko w szczęśliwe dzieciństwo, ale i w dojrzałe życie naszych dzieci. A także – wybiegając w przyszłość – następnych pokoleń w rodzinie.

  • dodano: 05-10-2023
Stary wielki kupiszon, czyli o dziecięcych eksperymentach z językiem - fragment książki "Wild child, czyli naturalny rozwój dziecka.

Wychowanie zorientowane na więzi i potrzeby to drogowskaz dla tych rodziców, którzy chcą wyposażyć swoje dzieci w poczucie własnej wartości oraz rezyliencję, czyli odporność psychiczną. Stabilna więź z rodzicem jest bowiem inwestycją nie tylko w szczęśliwe dzieciństwo, ale i w dojrzałe życie naszych dzieci. A także – wybiegając w przyszłość – następnych pokoleń w rodzinie.

 

Wild child, czyli naturalny rozwój dziecka

Dlaczego relacje i więzi, które współtworzymy z dziećmi, to tak ważny element wychowawczej układanki? 

Ta książka nie tylko przynosi odpowiedzi na powyższe pytanie, ale tworzy podwaliny dla rewolucji w innych obszarach naszego życia społecznego. Sprawia, iż przypominamy sobie o tym co w życiu najważniejsze – o więziach, miłości i bliskości z innymi. 

Czego potrzebuje małe dziecko do dobrego, pełnego i naturalnego rozwoju?
Jak zmieniają się potrzeby rozwojowe dziecka od narodzin do piątego roku życia?
Jak zbudować z dzieckiem bezpieczną więź, która jest fundamentem jego rozwoju i życia w ogóle?
Jak wspierać dziecko w dążeniu do autonomii?
Jak dbać o potrzeby wszystkich członków rodziny, także swoje?

"Dziecko będzie bowiem podążało przede wszystkim za przykładem człowieka, któremu ufa i z którym czuje się związane. Więź ta powstaje z rodzicielskiej miłości, której dziecko może doświadczać. Dzieje się to od narodzin, od zaspokajania jego wrodzonych potrzeb: jedzenia, bezpieczeństwa, ochrony i bliskości. Z biegiem czasu dziecko uczy się również na przykładzie, jak funkcjonują dobre, pełne miłości relacje: kiedy znaczenie mają nie tylko jego własne potrzeby, ale też potrzeby innych. Aby ochoczo wzięło ono udział w tym procesie uczenia się, podstawą i bezpieczną bazą jest dobra więź."

 

Przeczytaj fragment książki Wild child, naturalny rozwój dziecka

 [product id="25233, 27396"]

 


  

Stary, wielki kupiszon, czyli o dziecięcych eksperymentach z językiem

Małe dzieci również używają przekleństw. Ponadto uwielbiają rymy, które zapętlają się w nieskończoność: „Ta malinka co chwila ma gila, z nosa gil jej się stale wychyla, glut zielony i śliski – czasem leci nam wszystkim”. Wielki zachwyt mogą też wywołać zabawy słowne polegające na zadawaniu pytań i rymowanym odpowiadaniu na nie: „Powiedz «żaba na zakręcie»! «Żaba na zakręcie». Zdejmij majtki, prezydencie, i zrób zdjęcie”. Rodzice odnoszą się do tego w różny sposób. Czasami trudno im powstrzymać śmiech, w innych sytuacjach natomiast może to ich denerwować lub martwić. Skąd ta fiksacja na fekaliach? I czy to w ogóle normalne? Czy dziecku wolno przeklinać? Czy da się je tego jakoś „oduczyć”?

Czasami rodzicom wyrywa się zdanie, które wielu z nich zna od swoich własnych rodziców: „Tak się nie mówi!”, czy nawet: „Co za paskudne słowo!”. Nie tylko jest to niezbyt efektywne, ale również może stanowić przekaz: istnieją słowa, których mówić nie wolno – a wtedy w pewnych okolicznościach trzeba milczeć.

Tymczasem dobrze, by rodzina była miejscem, gdzie naprawdę wolno sobie mówić wszystko. Kiedy formułuje się tabu, u dzieci mogą się zrodzić poczucie winy i wstyd. Pięknie jest natomiast, kiedy zamiast tego dziecko wzrasta w przekonaniu: „Mogę powiedzieć moim rodzicom wszystko i zwrócić się do nich z każdym pytaniem, na które chcę poznać odpowiedź”. To właśnie uważa się za główny czynnik ochrony dzieci przed możliwymi nadużyciami. A jeśli dziecko mimo to doświadczyłoby przemocy fizycznej, psychicznej czy seksualnej, najistotniejsze, aby ufało rodzicom na tyle, że mogłoby im o tym opowiedzieć, i aby dysponowało odpowiednim do tego słownictwem. Tylko w ten sposób można bowiem wspólnie przepracować traumę.

Fascynująca kupa

Już w rozdziale dotyczącym przewijania omawiałyśmy, dlaczego małe dzieci tak bardzo interesują się swoimi odchodami. Wiele maluchów niezwykle chętnie również o kupie dyskutuje. Sigmund Freud, ojciec psychoanalizy, mówi w tym kontekście o „fazie analnej”, która pojawia się u dzieci w drugim roku życia. Freudowski punkt widzenia stworzył podstawy zrozumienia dla tego, czemu małe dzieci w tym czasie tak się zachowują. Nie warto dziecięcego zainteresowania odchodami w żaden sposób patologizować ani tym bardziej karać, lepiej traktować je jako element dziecięcego rozwoju.

Dzieci czują, że za pomocą słów można testować i przekraczać granice dorosłych, nawet jeśli nie są jeszcze do końca świadome znaczenia i konsekwencji użycia niektórych wyrazów. Może się to okazać niezwykle ekscytujące zwłaszcza wtedy, kiedy okazuje się: „W ten sposób mogę wyprowadzić rodziców z równowagi”. Kolejnym ważnym miejscem socjalizacji jest placówka żłobkowa czy przedszkolna. Dzieci słyszą tam nowe słowa („Ty siuśku!”), po czym przynoszą je do domu, gdzie je przepracowują. Ponownie przyda się tutaj wyrozumiałość, szczególnie jeśli pojawia się odczucie, że po przyjściu z placówki dziecko tylko „opowiada bzdury” i nie da się z nim poprowadzić rozsądnego dialogu:

– Chodź, jemy obiad!
– Tak, ty pierdzący robaczku!
– Słucham?!

Kiedy rodzice mają wrażenie, że tej eksplozji przekleństw nie da się pohamować, może pomóc rozmowa z wychowawcami czy wychowawczyniami: „Czy możecie w porannym kręgu porozmawiać z dziećmi, dlaczego tak bardzo się tym interesują?”.

Najważniejsze w praktyce:

Zachowajcie spokój i zadawajcie pytania. „Dlaczego wszystko jest gównem?” albo: „Opowiedz, kto to jest miś śmierdziel?”.  Zwłaszcza młodsze dzieci po prostu powtarzają zasłyszane przypadkowo słowa, nie do końca rozumiejąc ich rzeczywiste znaczenie. To naturalne. Jeżeli chcemy kogoś całkowicie przekonać, by nie przeklinał, warto samemu stanowić dobry przykład. W przeciwnym razie dziecko będzie się czuło niezrozumiane i niczego nie nauczy się na temat znaczenia słów, które przyczyniły się do niezadowolenia rodziców.

Porządkujcie i normalizujcie. „Uważasz, że kupa paskudnie śmierdzi? Zgadza się, kupą mocno czuć. Można wtedy otworzyć okno i trochę przewietrzyć. Taki zapach jest zupełnie normalny. Każdy robi kupę i każda ma taki sam zapach. Dlaczego Benno w przedszkolu mówi do wszystkich dzieci «ty pupo» i się przy tym śmieje? Nie rozumiem. Każdy ma swoją pupę. To normalne, bardzo dobrze mieć pupę. Bez pupy niewygodnie by się siedziało. Aha, on tak mówi, bo stamtąd wychodzi kupa? Zgadza się! Na szczęście mamy pupę. Skąd w przeciwnym razie mogłaby wyjść kupa? Może ze stopy? Nie, to by się chyba nie udało!”

Wskazujcie na swoje granice. „Wiesz, ja nie mówię «wielka, śmierdząca kupa» jak niektóre dzieci w przedszkolu. Dla mnie to po prostu kupa i tyle mi wystarczy”. 

Informujcie, że słowa mogą ranić. „Jestem twoją mamą. Bez kupy. Bez głupiej głowy. To dla mnie ważne. Zastanów się, jak byś się czuła, gdyby ktoś nazywał cię tylko «bobkiem» albo «poduszką-pierdziuszką». Właśnie, brakowałoby ci twojego imienia!” Takie dialogi można prowadzić już wcześnie. Pamiętajcie jednak o tym, że zdolność do przyjmowania perspektywy innych dojrzewa dopiero około czwartych urodzin. Pomyślcie ponadto o tym, że dzieciom wciąż z trudem przychodzi tłumienie impulsów, a jednym z nich może być właśnie wyrzucanie z siebie takich słów. Jak jednak również wiecie, u małych dzieci rozwija się empatia. Dlatego ważne jest, by rozmawiać o uczuciach, których źródłem mogą być konkretne słowa.

Nie wpadajcie w panikę przy tematach seksualności i nagości. Tutaj prowokacja jest dla dzieci wcale nie większa niż przy słowie „kupa”. Działajcie tak samo: porządkujcie, normalizujcie i – przede wszystkim – nie stwarzajcie tematów tabu. Na: „Powiedz «dino»! Dino. Pokaż swoje gołe kino”, można odpowiedzieć:  „Gołe kino? Jeszcze by mi zmarzło i co wtedy?”. Z im większym luzem podchodzimy do tematu, tym bardziej pomocne jest to dla dziecka. (Przeczytacie na ten temat również w ramce „Tam na dole?!”). 

Bądźcie autentycznym przykładem. Wielu rodziców mówi „kurwa”. Wypowiadamy to słowo ze względu na ulgę, jaką przynosi, ale nauczyliśmy się obchodzenia z nim i przyswoiliśmy sobie zasady społeczne określające, gdzie jest w porządku przeklinać (w domu), a gdzie w żadnym wypadku nie wypada tego robić (na spotkaniu w pracy). Aby dziecko zrozumiało tę różnicę, warto o tym otwarcie rozmawiać. Dzieci w czwartym roku życia zazwyczaj dobrze już rozumieją zasady kontaktów społecznych i potrafią ocenić, gdzie stosowanie „pierdzioszkowej mowy” byłoby nie na miejscu – przykładowo u cioci na imieninach. Rozmawiajcie o tym z dzieckiem i zachowajcie spokój, kiedy mimo to przekleństwo padnie w obecności cioci.

Kreatywne pomysły zamiast zakazów. Takie podejście jest kluczem, dzięki któremu dziecko naprawdę czegoś się uczy, a życie rodzinne odzyskuje lekkość. Możecie przykładowo pokrzyczeć razem w łazience „dupa” i „pierdu-śmierdu”, aktywnie żegnając te słowa, ponieważ mieszkają one w łazience i właśnie tam chcą zostać. Dla innych pomieszczeń możecie wspólnie z dziećmi wypracować alternatywne zabawne przekleństwa: „Ty rozczochrany wymoczku z wyłupiastymi oczami!”. Czasami pomocne jest również mianowanie przytulanki „przeklinającym misiem”, któremu wspólnie można powiedzieć: „Ty humorzasty misiu, czy naprawdę nie masz nic lepszego do roboty poza wyzywaniem nas wszystkich i psuciem nam humoru? Połóż się lepiej na słoneczku, zakurzony brudasku!”. Najłatwiej współpracować z dzieckiem podczas zabawy, która sprawia nam wszystkim frajdę.

Tam na dole?!

Wiele dzisiejszych matek i ojców wzrastało z rodzicami, którzy mieli problem ze swobodnym nazywaniem narządów płciowych i intymnych części ciała oraz z rozmowami o seksualności. Prowadzi to do niepewności i rodzi pytanie: jakich pojęć chcę używać wobec mojego dziecka? Poradą jest tutaj trzymanie się faktów i stosowanie pojęć prawidłowych anatomicznie, a więc już przy przewijaku mówienie o penisie i jądrach, pochwie, waginie i sromie, a kiedy dziecko zaczyna interesować się swoim podbrzuszem i zadawać pytania, również dokładniejsze objaśnianie. Przykładowo: „Dziurka w pupie, z której wychodzi kupa, to odbyt”. 

Jednak nie wszystkim rodzicom pojęcia te swobodnie przechodzą przez gardło. Jeśli są owiane wstydem, dobrze, by mama czy tata dodatkowo znaleźli sobie określenie, z którym będą sobie radzić, takie jak „siusiak” czy „pipka”. Najważniejsze jest, aby rodzice mówili bez wstydu o wszystkich częściach ciała i nie zostawiali dziecku żadnej luki. Bo wtedy może pojawić się myśl: „To jest coś, o czym się nie rozmawia”. Milczenie może stwarzać niekorzystne warunki do rozwoju. Z jednej strony powstaje przestrzeń dla dziecięcych lęków: „Czy ze mną jest coś nie tak?”. Z drugiej dziecko, które wstydzi się rozmawiać o swoich narządach płciowych i obszarach intymnych, będzie miało mniejszą odwagę, by powiedzieć rodzicom czy innym bliskim osobom, w razie gdyby stało się ofiarą wykorzystania. Dlatego dzieci potrzebują poczucia, że mogą z figurami przywiązania rozmawiać absolutnie o wszystkim. 

Z tego też powodu dobrze jest nie karcić dzieci komentarzami typu: „Tak się przecież nie mówi!” czy „To nie jest ładne słowo!”, kiedy używają one określeń, które albo się rodzicom nie podobają, albo mają komuś uwłaczać, jak przykładowo „pizda”. Wyjściem z sytuacji znowu jest tutaj opis: „Tak, rzeczywiście, takie słowo istnieje. Wiesz, co ono oznacza?”. Jeżeli od samego początku rozmawiamy z dziećmi o narządach płciowych, może paść zupełnie niedramatyczna i rzeczowa informacja: „To to samo co wagina”. Rodzice mogą postępować podobnie, kiedy dziecko konfrontuje ich z wyrażeniem typu „ruchać się”. Jeśli dziecko chce wiedzieć, co ono oznacza, można udzielić krótkiej i rzeczowej prawidłowej odpowiedzi bez zbytniego wchodzenia w szczegóły. Wielu małym dzieciom w zupełności to wystarcza – nie warto uświadamiać, jeśli o nic nie dopytują. Ważne jest tylko, aby nie zagubić się w niedomówieniach, np.: „Porozmawiamy o tym, jak będziesz starszy/starsza”. Rodzicom często pomagają również dostosowane do wieku dzieci książeczki obrazkowe na temat ciała. Można je czytać regularnie lub sięgać po nie, gdy tylko pojawi się potrzeba dalszych wyjaśnień. 

Co istotne: jeżeli określone tematy są dla rodziców nie do przejścia z powodu towarzyszącego im wstydu, warto zastanowić się, co może być przyczyną takiego stanu rzeczy, i poszukać profesjonalnego wsparcia, przykładowo w gabinecie terapeutycznym. Dla dzieci ma ogromne znaczenie, aby ich narządy płciowe i seksualność nie wiązały się z zażenowaniem ani by tym bardziej nie stały się tematami tabu. Tylko w ten sposób w przyszłości będą one potrafiły bez trudności wyrażać w związku, czego chcą, a czego nie, oraz traktować nadużycia jako to, czym w rzeczywistości są, i się przed nimi bronić.  

 

 


 

Więcej przeczytasz w naszej książce Wild child, naturalny rozwój dziecka

 [product id="25033"]

 

Wasze opinie o naszej książce:

 

 

 

Zobacz też: Pakiet poradników Serii Rodzicielskiej Natuli

 


 

Poznaj nasze książeczki Niuniuś - o emocjach małego dziecka:

[product id="23455, 25343, 25388, 23512, 23528, 24390, 24392, 23591, 23455, 23692, 24390, 24392, " slider="true"]

Poznaj naszą Serię Rodzicielską – tworząc ją myśleliśmy o tym, czego najbardziej potrzebują rodzice.

[product category_id="513" slider="true" onlyAvailable="true"]
Wydajemy też barrrdzo niegrzeczne książki dla dzieci:
[product category_id="516" slider="true" onlyAvailable="true"]
Oraz książki dla najmłodszych:
[product id="23295, 23296, 24392"]