Każda rodzina jest wyjątkowa, inna. Równocześnie wszystkie są do siebie bardzo podobne. W rodzinie zazwyczaj mamy do czynienia z dorosłym i dzieckiem. Rodzinę warunkują relacje między jej członkami oraz między nimi a światem znajdującym się „na zewnątrz”. I choć nie ma jednego przepisu na szczęśliwą wspólnotę, to istnieją elementy, które dzięki codziennej praktyce budują grunt dla porozumienia. Ułatwiają, cementują, stabilizują – tworzą filary rodziny.
Monika Szczepanik - jedna z najbardziej rozpoznawalnych w Polsce trenerek komunikacji w rodzinie i edukacji. W długo wyczekiwanej książce dzieli się swoim doświadczeniem, nieprzeciętną zdolnością empatii i obserwacji. Książka powinna stać się kanonem dla tych, którzy pragną dbać o relacje w rodzinie, chcą ją rozwijać i się nią cieszyć.
Przeczytaj fragment książki „Jak zrozumieć się w rodzinie”
Kup książkę taniej w pakiecie:
[product id="25233, 27930, 20904"]
Filary rodziny
Każda rodzina jest wyjątkowa, inna. Równocześnie wszystkie są do siebie bardzo podobne. W rodzinie zazwyczaj mamy do czynienia z dorosłym i dzieckiem. Rodzinę warunkują relacje między jej członkami oraz między nimi a światem znajdującym się „na zewnątrz”. I choć nie ma jednego przepisu na szczęśliwą wspólnotę, to istnieją elementy, które dzięki codziennej praktyce budują grunt dla porozumienia. Ułatwiają, cementują, stabilizują – tworzą filary rodziny.
Filary to nic innego jak wszystkie te strategie, które mogą towarzyszyć nam w codzienności. Są z nami, kiedy idziemy na zakupy, siedzimy na kanapie, oglądamy film czy gramy w planszówki. Nie znikają, gdy tata przygotowuje kolację, mama siedzi w pokoju z odrabiającą lekcje starszą córką, a młodsza pluska się w wannie. Filary to codzienne elementy naszego rodzinnego życia, małe, ale niezwykle ważne rzeczy, które wpływają na jakość relacji. Mają one to do siebie, że mogą być traktowane jako wolnostojące elementy architektoniczne lub jako części większej budowli. Filary ugruntowują i poszerzają tę dwukierunkową drogę porozumienia między JA a TY, dzięki której łatwiej jest nam się do siebie zbliżyć, kiedy bywa trudno, i porozumieć mimo słów, które czasem potrafią ranić. Filary dostrzegane i pielęgnowane na co dzień stają się ważnym krokiem w stronę drugiego człowieka i w stronę nas samych.
Filarami rodziny są:
• empatia,
• self-empatia,
• uważność,
• przywództwo,
• proaktywność,
• świętowanie,
• wdzięczność.
EMPATIA
Empatia w rozumieniu potocznym to umiejętność wczuwania się w stan wewnętrzny drugiej osoby. W psychologii, rozważając empatię, zwykle mówi się o dwóch jej obszarach – emocjonalnym (empatia afektywna), gdzie empatię definiuje się jako zdolność odczuwania stanów psychicznych innych osób, oraz poznawczym (empatia kognitywna), dzięki któremu możemy świadomie przyjąć perspektywę drugiej osoby.
Pełniejszy obraz empatii daje Porozumienie bez Przemocy, które określa ją mianem gotowości towarzyszenia drugiemu człowiekowi, obdarzenia go pełną uwagą i obecnością. Empatia jest więc uważnym wsłuchiwaniem się w uczucia oraz potrzeby, które zwykle ukrywają się za wypowiadanymi słowami i za konkretnymi działaniami. To próba zobaczenia świata oczami innego człowieka, zdolność zauważenia jego części historii i zrozumienia tego, czego w danym momencie doświadcza.

Empatii sprzyjają trzy elementy:
• powstrzymywanie się od sądów i ocen – umiejętność, która z jednej strony pozwala popatrzeć na zachowania człowieka jako na zbiór strategii zaprojektowanych w celu spełnienia jego potrzeb, z drugiej zaś prowadzi do lepszego rozumienia uczuć. Powstrzymanie się od sądów i ocen jest właśnie nieodłącznym elementem trybu obserwacji,
• słuchanie – narzędzie komunikacyjne pozwalające rozpoznać uczucia i potrzeby oraz przyjąć perspektywę drugiego człowieka, czyli patrzeć jego oczami na to, co się dzieje,
• komunikowanie – mówienie tego, czego się domyślamy; zgadywanie uczuć i potrzeb drugiej osoby, a następnie „sprawdzanie” ich z osobą zainteresowaną.
Zacznijmy od słuchania
Słuchanie jest ważnym elementem komunikacji, ponieważ bez niego nie ma empatii. To słuchanie pozwala nam zobaczyć drugiego człowieka – przez pryzmat nie tylko tego, co uczynił, ale także tego, co stało za jego działaniem, jakie potrzeby chciał zaspokoić, kiedy zachował się tak, a nie inaczej.
Słuchanie nie jest łatwym zadaniem, choć narząd słuchu rozwija się u ludzi jako pierwszy. Większość z nas została skutecznie pozbawiona tej naturalnej umiejętności w pierwszych latach życia, kiedy to nieustannie słyszeliśmy – zazwyczaj od rodziców, a potem od nauczycieli – jacy powinniśmy być, a jacy być nie możemy. Co ludzie muszą robić, a czego nie wolno im robić. Co jest dobre, a co złe. Kto ponosi winę, a kto jest bez winy. Przestaliśmy słuchać, gdyż zaczęliśmy oceniać.
Surowy osąd i krytycyzm wdrukowane w nasz sposób myślenia o nas samych i o innych sprawiają, że dziś na nowo uczymy się języka empatii, wracamy do korzeni, by doświadczyć autentycznych i bliskich relacji z samym sobą, partnerem, dzieckiem, współpracownikami.
Dziś najczęściej słyszymy, ale nie słuchamy. Tymczasem tylko słuchając, możemy usłyszeć uczucia i potrzeby, które ukrywają się za słowami, za zachowaniem. Słuchając, mamy szansę usłyszeć, o co tak naprawdę chodzi drugiej osobie, co mniej lub bardziej umiejętnie chce nam zakomunikować wypowiadanymi słowami oraz podejmowanymi działaniami.
Jedno to słyszeć, drugie – słuchać.
Słyszymy córkę, która krzyczy z drugiego pokoju: „Ona znowu mnie ugryzła!”; koleżankę z pracy, która mówi, że szef się z nią nie liczy; męża, który już trzeci raz z rzędu powtarza, że „ma dość tego bałaganu w domu”; czy wpadającą do domu nastolatkę, która na całe gardło radośnie wykrzykuje: „Mam trzy, mam trzy!”.
Słysząc, interpretujemy, oceniamy, poddajemy analizie, zestawiamy z własnymi przekonaniami, wracamy myślami do swoich doświadczeń. Słysząc, najczęściej mamy gotową odpowiedź. Bywa, że brakuje w nas ciekawości, by dowiedzieć się więcej. Jest za to chęć opowiedzenia własnej historii, pouczenia, pocieszenia, udzielania rad, dawania rozwiązań. A w relacji z dziećmi – odwracanie uwagi, gdy dziecko przynosi jakiś trudny temat lub zalewa się łzami.
Słuchanie oznacza wychodzenie poza słowa, szukanie ukrytych za nimi uczuć i potrzeb, bycie uważnym na drugą osobę, na jej komunikację i złość córki, która chciałaby dla siebie bezpieczeństwa i lekkości w zabawie. Słuchając, możemy powiedzieć koleżance: „Chcesz, bym zauważyła twoją kreatywność? Rozważyła twoje pomysły? Jesteś rozgoryczona, bo chciałabyś być doceniona?”, a mężowi: „Czujesz frustrację? Chciałbyś więcej ładu w domu?”. No i jeszcze nasza nastoletnia latorośl, która być może czuje radość, ekscytację, ulgę, bo nauka przyniosła oczekiwany efekt, a trójka ze sprawdzianu dała jej poczucie bezpieczeństwa.
„Kiedy ktoś naprawdę cię słyszy i wcale przy tym nie osądza, nie próbuje brać za ciebie odpowiedzialności ani cię kształtować, jest to cholernie dobre uczucie”.
Carl Rogers
W treningu słuchania pomagają:
- cisza,
- emocjonalne połączenie, które dzieje się w komunikacji niewerbalnej (jesteśmy z sobą połączeni emocjonalnym wi-fi, zarażamy się od siebie emocjami),
- sprawdzanie, czy dobrze rozumiemy,
- parafrazowanie,
- szukanie wspólnie z mówiącym uczuć i potrzeb.
Ćwiczenie empatii
W ćwiczeniu empatii ważna jest świadomość zachowań, które można nazwać „zabójcami empatii”. Są to całkiem zwyczajne zachowania, nawyki, reakcje, będące z nami od bardzo dawna. Co do niektórych z nich mamy jasność, że nie służą bliskiemu kontaktowi – tak jest przecież z krytykowaniem, karaniem czy szukaniem winnego. Istnieją jednak i takie reakcje, które trudno nam zakwalifikować jako „przeszkadzacze” w empatycznym kontakcie z drugim człowiekiem, ponieważ są społecznie usankcjonowane.
Należą do nich:
- pocieszanie, uspokajanie – „Nie martw się, wszystko się ułoży”; „Spokojnie, aż tak źle to nie wygląda”,
- litowanie się, użalanie się – „Ty biedaku, nie powinno cię to spotkać…”,
- doradzanie, proponowanie rozwiązań, wymyślanie działań zaradczych – „Powinieneś jej powiedzieć, co o tym myślisz…”; „Nie możesz tak postąpić”,
- bagatelizowanie, żartowanie, odwracanie uwagi, zabawianie – „Nie ma się czym przejmować”; „Daj spokój, to nie koniec świata, nie raz jeszcze popełnisz błąd”; „Zobacz, zobacz, jaki piękny ptak przeleciał… chodź, poszukajmy go!”,
- moralizowanie, pouczanie – „Nie wolno ci tak myśleć”; „Weź się w garść”,
- porównywanie: „Jeśli się postarasz, to na pewno dogonisz brata, on jest w końcu od ciebie młodszy”,
- zaprzeczanie uczuciom – „Nie przesadzaj, to nic wielkiego”; „Nie płacz już”; „Nie smuć się, wszystko się ułoży, nie dramatyzuj!”,
- wypytywanie, drążenie, przesłuchiwanie – „Ale jak to było? Jak długo już to trwa? Ile razy ci się to zdarzyło? A co na to twój mąż?”,
- przytaczanie swoich przykładów, dzielenie się swoim doświadczeniem – „W mojej rodzinie jest podobna sytuacja”; „Z mojego doświadczenia wynika, że…”.
Dzieci, które są jeszcze na tyle młode, by pozostawać blisko swoich uczuć i potrzeb, nie używają takich ani podobnych sformułowań. Warto więc je poobserwować, by zobaczyć, jak powrócić do bycia empatycznym. Kiedy w piaskownicy dzieje się coś, co budzi niepokój dwulatka, wywołuje jego płacz, inne dzieci przerywają swoją zabawę, patrzą, rozglądają się, czasem nawet milkną. Zdarza się, że jakiś maluch wyciąga rękę w stronę płaczącego kolegi. Zbliża się do niego, a czasem głaszcze, przytula, całuje. Po prostu jest w tym, co akurat dzieje się z drugim człowiekiem. A kiedy jego kolega z piaskownicy przestaje płakać, maluch wraca spokojnie do swojej zabawy.
Mam w pamięci taki obraz: siostry biegają po trawie. W pewnym momencie starsza dziewczynka upada i zaczyna płakać. Młodsza kuca przy niej, nic nie robi, nic nie mówi, tylko jest obok. Gdy starsza podnosi się i ociera buzię, młodsza zaczyna ją głaskać i pyta:
„Bolało?”. Kiedy dziewczynka potwierdza skinieniem głowy, młodsza znowu pyta: „Wolałabyś, żeby nie bolało?”. Oto empatyczna postawa. Postawa pełna akceptacji dla tego, co się przydarzyło siostrze i dla samej siostry, jej płaczu. Dla smutku i bólu.
Dlaczego empatia jest potrzebna
Empatyczne słuchanie tego, że „pani w szkole jest niesprawiedliwa”, „dziadek nie wie, o czym w ogóle mówi”, „nikt mnie nie lubi, a brat to najgorsze, co mogło mi się przytrafić”, z jednej strony daje mówiącemu poczucie ulgi, z drugiej pozwala zobaczyć ukryte za słowami potrzeby. Wspólne z dzieckiem szukanie uczuć i potrzeb pozwala lepiej rozumieć samego siebie. I nie ma znaczenia, czy nasze dziecko ma pięć, siedem, trzynaście czy dziewiętnaście lat. Empatia nie ma metryki.
W empatycznym kontakcie dzieci doświadczają bycia widzianym, słyszanym i ważnym. Czują, że są akceptowane takie, jakie są. Kiedy dziecko doświadcza empatii, rozluźnia się i chętniej robi krok w stronę dorosłego. Wysłuchane, może go posłuchać, biorąc pod uwagę również jego uczucia i potrzeby. Dzieci uczą się empatii, doświadczając jej. Gdy są małe, nie potrafią nazwać tego, co właśnie przeżywają. Nie potrafią zająć się swoimi emocjami. Do nabycia tych umiejętności potrzebują rodziców i innych dorosłych. Patrząc, jak oni radzą sobie ze swoim światem wewnętrznym, będą próbować radzić sobie z własnym. Potrzebują tego, by dorosły nazwał ich uczucia i potrzeby. By zapytał: „Gdzie to czujesz w ciele, jak to czujesz, czego teraz chcesz, na czym ci zależy?”, by w końcu w którymś momencie zadać te same lub podobne pytania sobie, młodszej siostrze czy koledze z klasy. Jeśli chcemy, by nasze dzieci były empatyczne, to pozwólmy im doświadczyć empatii. To najlepsza lekcja, jaką mogą od nas dostać.
Jeśli chcemy mieć w domu empatycznego szesnastolatka, pozwólmy mu na kontakt z uczuciami i potrzebami, pozwólmy (czyli zaakceptujmy) czuć to, co czuje. Płakać, krzyczeć, smucić się, złościć, skakać do samego nieba, dziwić się i nie rozumieć. Pytać, szukać, wątpić, zastanawiać się, prosić o pomoc i tę pomoc odrzucać.
Empatyczny dialog
Być może i w waszych domach wieczory nie zawsze bywają takie, jakich sobie życzyliście, kiedy wyobrażaliście sobie słodkie pary małych stópek pod wspólną kołdrą. Być może i u was niemal co wieczór trzeba dzieciom przypominać o myciu zębów, spakowaniu plecaka, odniesieniu brudnych ubrań do kosza w łazience czy powstrzymaniu się od jedzenia po wyczyszczeniu zębów. Być może i wy prowadzicie takie lub podobne monologi (tak, tak, są to monologi, które tylko z pozoru wyglądają jak dialog między rodzicem a dzieckiem).
Monolog rodzica:
Tata: Idź umyć zęby.
Syn: Zaraz.
Tata: Nie zaraz, teraz. Jest już 21.00.
Syn: Zaraz!
Tata: Paweł, teraz. I przebierz się w piżamę.
Syn: Tato, możesz mi nie rozkazywać? Nie chce mi się spać. Chcę dokończyć książkę.
Tata: Miałeś cały dzień na czytanie, a teraz jest pora spania. Idź już wreszcie do tej łazienki!
Syn: Tato, daj spokój. Czepiasz się. Dwa dni temu mówiłeś, że nic nie czytam, że tylko siedzę przed komputerem, a teraz jak czytam, to mam przestać, bo ty chcesz, żebym umył zęby.
Tata: Tak, chcę, żebyś umył zęby! Idź już do tej cholernej łazienki!
Takie monologi zwykle nie kończą się w sposób, który nas satysfakcjonuje. Nerwowa sytuacja, mruczący pod nosem nastolatek, poirytowany rodzic.
Empatia zamienia monolog w dialog. Transformuje komunikację. Dzięki niej między rodzicem a dzieckiem zaczyna się wzajemne widzenie siebie, słuchanie tego, co jest ważne dla każdej ze stron, szukanie najlepszego z możliwych w danej sytuacji rozwiązań. Gotowość rodzica na usłyszenie dziecka „naprawdę” buduje z nim kontakt.
Empatyczny dialog rodzica i dziecka (wersja 1):
Tata: Idź umyć zęby.
Syn: Zaraz.
Tata: Co ty tam robisz, że nie możesz teraz umyć zębów?
Syn: Czytam książkę.
Tata: Wciągnęła cię? Ile jeszcze chcesz przeczytać stron?
Syn: Do końca rozdziału, jakieś osiem.
Tata: Jesteś ciekaw, co będzie dalej?
Syn: Tak. Jak skończę – umyję zęby.
Oczywiście ten dialog może też wyglądać inaczej i wciąż pozostać w duchu empatii. Rodzic może powiedzieć, dlaczego ważne jest dla niego, żeby o 21.00 syn był w piżamie i z umytymi zębami.
Empatyczny dialog rodzica i dziecka (wersja 2):
Tata: Idź umyć zęby.
Syn: Zaraz.
Tata: Słuchaj, zależy mi, żeby to było teraz. Jest 21.00 i chcę, żebyś poszedł spać.
Syn: Zaraz.
Tata: Paweł, kiedy mówisz „zaraz”, to jestem zdezorientowany, bo nie wiem, ile trwa „zaraz”.
Syn: Tylko dokończę rozdział. Zostało mi osiem stron.
Tata: Osiem stron to dużo. Chcę, żebyś odpoczął przed jutrzejszym dniem.
Syn: No wiem, wiem.
Tata: Domyślam się, że to interesująca książka. Wciągnęła cię?
Syn: Tak.
Tata: Okej, ja chcę, żebyś umył zęby i poszedł spać, a ty chcesz dokończyć książkę. Co teraz z tym robimy?
Syn: Czekaj, przecież wiesz, że szybko czytam. Osiem stron to będzie jakieś… sześć minut. Chciałbym umyć zęby za sześć minut, dobrze?
Tata: Sześć minut nie brzmi najgorzej.
Okazując dziecku empatię, słuchając jego uczuć i potrzeb, uczymy go słuchania uczuć i potrzeb innych ludzi, w tym rodziców. Wysłuchane dziecko (dorosły także) jest gotowe, by wysłuchać innych. Jeśli zrozumiemy innych, to łatwiej im będzie zrozumieć nas.
Więcej przeczytasz w naszej książce „Jak zrozumieć się w rodzinie”:
[product id="20772, 20772, 20904, 23363"]
Wasze opinie o naszej książce:

Zobacz też najczęściej wybierane przez rodziców Hity od Natuli!
![]()
Poznaj nasze książeczki Niuniuś - o emocjach małego dziecka:
[product id="26312, 25343, 23455, 23512, 23528, 24390, 24392, 23591, 23455, 23692, 24390, 24392, " slider="true"]
Poznaj naszą Serię Rodzicielską – tworząc ją myśleliśmy o tym, czego najbardziej potrzebują rodzice.