Autorzy: Kim John Payne, Luis Fernando Llosa
Odporność psychiczna. Jak wzmacniać dzieci i nastolatki w radzeniu sobie z przemocą
Fragment: Co robić, a czego unikać
Co robić, a czego unikać 24
II. Przynależność to proces, nie prawo 43
III. Dręczenie bez granic – cyberprzemoc 52
IV. „Mogę ci pomóc. Jestem tu z tobą” 71
CZĘŚĆ DRUGA: 10 HISTORII – TWÓJ ZESTAW NARZĘDZ I 87
Każdy rodzic boi się, że usłyszy kiedyś od swojego dziecka: „Mamo/tato, wszyscy się ode mnie odsuwają. Nie mam żadnych przyjaciół”. W takiej chwili zalewa nas fala emocji i pojawia się mnóstwo pytań.
W pierwszym odruchu chcemy bronić swoje dziecko: „Czy ktoś mu dokucza?” „Czy powinienem porozmawiać z kimś ze szkoły?” „Co tak naprawdę się dzieje?”
Następnie na powierzchnię wypływają wspomnienia z naszego własnego dzieciństwa: „Znam to doskonale. Pamiętam tak dokładnie, jakby działo się wczoraj”. „Słabo mi na samą myśl, co się może wydarzyć”. „Pamiętam, że czułam się inna od wszystkich i bardzo samotna”.
Może się też okazać, że trudno nam się postawić w sytuacji dziecka: „Ja w jego/jej wieku nie miałem problemów społecznych i nadal ich nie mam”. „Co jest nie tak z moim dzieckiem?” „Skąd się u niego/niej wzięły te problemy?”
Do całej tej mieszanki myśli i obaw dołącza chęć szukania winnych: „Dlaczego szkoła nic z tym nie robi?” „To znowu te wredne dzieci? Zupełnie im się poprzewracało w głowach!” „Co to za dysfunkcyjna rodzina, że pozwala dziecku na takie zachowania?”
Może się w nas nawet odezwać jakiś cichy głos kwestionujący prawdziwość słów naszego dziecka: „Czy naprawdę może być aż tak źle?” „Czy to nie normalne u dzieci?” „Mój syn powinien trochę zmężnieć i sam sobie poradzić”.
Wiadomość do przerażonych rodziców: nie teraz
Gdy dziecko zbierze się na odwagę, by powiedzieć, że dzieje się coś złego, w pierwszej kolejności powstrzymajmy własne obawy, oceny i opinie. W miarę możliwości unikajmy zadawania pytań. Starajmy się nie okazywać strachu czy wzburzenia. A te niepokojące myśli, które przybierają postać dokuczliwego głosu w naszej głowie? Niech nami w tym momencie nie kierują. Powiedzmy im spokojnie i pewnie: „Nie teraz”. Nie oznacza to, że zaprzeczamy swoim jak najbardziej prawdziwym obawom albo je tłumimy. Po prostu chwilowo odsuwamy je na dalszy plan. Powtarzajmy sobie: „Nie teraz. W tej chwili jestem z moim dzieckiem”.
Strategia ta pozwala być bardziej obecnym, a tego w tym momencie dziecko szczególnie potrzebuje. Kiedy czuje się niepewne, bezbronne i emocjonalnie zagubione, szuka kogoś, kto będzie przy nim, podczas gdy reszta świata wydaje się niejasna.
Po czym poznać, że coś jest nie tak
Dzieci rzadko otwarcie przyznają, że są wykluczane lub wyśmiewane. Wiele możemy jednak poznać po ich zachowaniu. Niezależnie od tego, czy dziecko jest ekstrawertykiem (towarzyskie, otwarte, entuzjastyczne), czy introwertykiem (nieśmiałe, ciche, melancholijne), jego wrodzone cechy przybierają na sile, gdy doświadcza trudności w sferze społecznej. Dzieci stają się wówczas bardziej tkliwe emocjonalnie. Znacznie łatwiej i częściej niż zwykle wpadają w rozdrażnienie.
Ekstrawertycy wzmacniają swoje działania. Dają upust emocjom. Stają się porywczy, kłótliwi, hałaśliwi, podenerwowani i żywiołowi. Wyrażają sprzeciw wobec granic i zasad. Poprzez takie zachowanie wysyłają komunikat: „Zejdźcie mi z drogi”.
Introwertycy się wycofują. Stają się chłodni i roztrzęsieni. Jeszcze bardziej dystansują się od ludzi, są wycofani, nadąsani i uparci. Mają tendencję do rozpamiętywania i rozdrapywania dawnych urazów, problemów i sytuacji, w których czuli się niedocenieni lub niezauważeni.
Zmienia się umiejętność skupienia uwagi. Stres związany z trudnościami społecznymi może sprawić, że dziecku ciężej jest się skupić. Niekiedy jego aktywności wyglądają inaczej niż zwykle; może stać się delikatniejsze, bardziej reaktywne i szczególnie wrażliwe na informację zwrotną. Jego zdolność koncentracji może się pogorszyć: dziecko zaczyna łatwo się rozpraszać i przeskakiwać pomiędzy zadaniami, nie jest w stanie skupić się na tyle długo, by móc zrobić jakiś postęp.
Warto dyskretnie się czegoś dowiedzieć od rodziców przyjaciół dziecka. Porozmawiać z jego nauczycielami. Obserwować jego zachowanie w otoczeniu rówieśników. Co jednak najważniejsze – być blisko niego. Spędzać z nim czas, robiąc wspólnie coś, co sprawia mu przyjemność. W ten sposób buduje się ciepłą wspólną przestrzeń, w której dziecku znacznie łatwiej się otworzyć i opowiedzieć o swoich trudnościach.
Wzmacnianie rodzinnej bazy
Gdy na zewnątrz świat naszych dzieci zdaje się chwiać w posadach, postarajmy się, by tutaj, w rodzinie, był jak najbardziej stabilny. Choć możemy odczuwać pokusę, by skupić się na tym, co dzieje się w szkole czy poza domem, w takich chwilach dziecko potrzebuje od nas przede wszystkim otulenia wielkim, puszystym kocem troski i rodzinnego ciepła.
To, co robimy wspólnie z dzieckiem, nie musi być szczególnie wymyślne czy skomplikowane. Dziecko, które ma kłopoty i czuje, że traci wpływ na swoje życie, potrzebuje przede wszystkim normalności. Wybierzmy się z nim na wycieczkę rowerową albo pójdźmy na długi spacer. Zaplanujmy rodzinny wieczór gier planszowych, poczytajmy na głos, upieczmy coś albo przygotujmy wspólny posiłek.
Zatrzymajmy świat — w sytuacji kryzysu dajmy dziecku bezpieczną, przewidywalną przestrzeń oraz naszą nieprzerwaną uwagę. Czasami warto też ograniczyć aktywność pozaszkolną, by stworzyć „pojemnik” dla działań naprawczych i odpoczynku.