Przejdź do głównej treści
Produkty w koszyku: 0. Zobacz szczegóły

Twój koszyk jest pusty

Otwórz wyszukiwarkę
Szukaj
Zamknij wyszukiwarkę Wyczyść Szukaj
Produkty w koszyku: 0. Zobacz szczegóły

Twój koszyk jest pusty

Otwórz wyszukiwarkę
Szukaj
Zamknij wyszukiwarkę Wyczyść Szukaj

Doświadczając rodzicielstwa, mamy szansę na dotknięcie tego, czego nam brakowało.. - fragment książki "Dzieciństwo rodziców"

Doświadczając rodzicielstwa, mamy szansę na dotknięcie tego, czego nam – dzieciom własnych rodziców – brakowało i za czym do dziś tęsknimy. Autor nazywa to siedmioma prośbami, które dzieci kierują do swoich rodziców. W tej podróży nie chodzi o poszukiwanie winnych, ale o uzdrawiającą przemianę. Pomoże ona dostrzec bolesne miejsca po to, by zmienić je w czułość, zarówno dla nas samych, jak i naszych dzieci. By nie tylko dorosnąć, ale też dojrzeć.

  • dodano: 28-03-2023
Doświadczając rodzicielstwa, mamy szansę na dotknięcie tego, czego nam – dzieciom własnych rodziców – brakowało.. - fragment książki "Dzieciństwo rodziców"

Doświadczając rodzicielstwa, mamy szansę na dotknięcie tego, czego nam – dzieciom własnych rodziców – brakowało i za czym do dziś tęsknimy. Autor nazywa to siedmioma prośbami, które dzieci kierują do swoich rodziców. W tej podróży nie chodzi o poszukiwanie winnych, ale o uzdrawiającą przemianę. Pomoże ona dostrzec bolesne miejsca po to, by zmienić je w czułość, zarówno dla nas samych, jak i naszych dzieci. By nie tylko dorosnąć, ale też dojrzeć.

Rodzicielstwo niemal w każdym z nas uruchamia wspomnienia własnego dorastania. Nie zawsze jednak było ono takie, jakim chcielibyśmy je zapamiętać.

Nieustannie natykam się na tę blokadę: nagle oczy podnoszą się ku mnie i spogląda na mnie nieugięte i poważne, jakby odpowiedzialne czteroletnie dziecko w zadbanym ciele czterdziestoletniego mężczyzny, który stanowczo twierdzi: „Przecież miałem normalne dzieciństwo”. „Normalne dzieciństwo” charakteryzuje się tym, że rodzice nie słuchają tego, o co dzieci ich proszą, a dzieci robią wszystko, aby dało się myśleć, że to normalne.

 

Kim jest autor?

Shai Orr – terapeuta rodzinny, autor koncepcji Miraculous Parenting (pol. cud rodzicielstwa). Jego książki zrewolucjonizowały podejście do rodzicielstwa w Izraelu i stały się inspiracją dla poszukujących rodziców.

 

Przeczytaj fragment książki Dzieciństwo rodziców. Jak nie tylko dorosnąć, lecz także dojrzeć

 


 

  Kup książkę taniej w pakiecie:

 [product id="24488"]

 


 

Zniesienie zasady wzajemności

Naszą rolą jako rodziców jest dawać. Nie tylko pożywienie. Nie tylko dach nad głową. Nie tylko wiedzę i doświadczenie. Dawać siebie samych. To istota naszej decyzji, gdy ośmielamy się zaprosić kogoś, aby przybył tutaj i został naszym dzieckiem. 

Rolą naszych dzieci (a także naszą rolą jako dzieci naszych rodziców – nieważne, ile mamy lat) jest otrzymywanie. Otrzymywanie miłości.

Dzieci otrzymują – rodzice dają. To „właściwy porządek” kierunek nurtu miłości.

Rodzice w tej nowej opowieści mają kochać swoje dzieci i zachwycać się nimi takimi, jakie są. Dzieci mają oczekiwać od rodziców, że dorosną, nauczą się i zmienią, aż dadzą im miłość, do której zobowiązali się, gdy dokonali wyboru, aby zostać rodzicami. Dzieci nie mają przyjmować rodziców takimi, jacy są. Ten, od kogo w dzieciństwie oczekiwano, aby dał coś rodzicom, wbrew swojej woli staje się za nich odpowiedzialny, stara się ich zrozumieć, bronić, zadowalać. Zawsze, gdy jest zmuszany przedkładać swoje potrzeby ponad potrzeby rodziców, nie może już być ich dzieckiem, słabym i zależnym, nie może być dzieckiem w tej opowieści. 

Szczególnie poruszyło mnie sformułowane przez pewną kobietę porównanie traktowania jej przez ojca do ruchu księżyca na niebie. Gdy postępowała z ojcem delikatnie, gdy nie naruszała jego granic, mogła zobaczyć jego jasną stronę i otrzymać wielką, cudowną miłość. Lecz jeśli choćby na chwilę straciła czujność i była dosadna, wzburzona czy okazała złość, napotykała jego mroczną stronę – a wtedy lepiej było dla niej się oddalić („zapaliłby się gniew Pana…”). 

To bolesne i smutne. Potężne pragnienie każdego zdrowego dziecka, aby nazywać to, co dostaje od rodziców, „miłością” i temu ufać, pozwala rodzicom – jak bóstwom – umieścić pod hasłem „miłość” wszystko, co im pasuje. Tak jak w przypadku trzydziestokilkuletniej kobiety, która opowiedziała mi, że ojciec ją bił. Gdy zapytałem, kiedy przestał, odparła: „Och, gdy miał siedemdziesiąt dwa lata, niedługo przed śmiercią. Przestał, bo już nie miał na to siły. Tak wyrażał swoją miłość do mnie”.

 

Miłość warunkowa

W tej rodzicielskiej kulturze prawie wszystkie dzieci wysysają z mlekiem matki wiedzę, że miłość jest czymś obwarowanym różnymi warunkami. Uczą się zadowalać jej odrobiną i zgadzają się robić wszystko, co trzeba, aby tę miłość otrzymać. Tak postępują dzieci. Na tym gruncie może wykiełkować i rozkwitnąć każde wypaczenie, które rodzice i społeczeństwo zechcą zasiać w umyśle dziecka. 

Pomyślcie o sześciolatku, który uwielbia jeść czekoladę, ale zerka na mamę, żeby sprawdzić, co ona o tym myśli, i wygłasza formułkę, że czekolada jest niezdrowa. Musi uwierzyć, że oczekiwanie matki, aby myślał negatywnie o czekoladzie – to miłość. Pomyślcie o jedenastoletniej dziewczynce, która siedzi i odrabia nudną pracę domową, zamiast dokazywać z koleżankami, bo gdy jej ojciec mówi: „Wiesz, jak bardzo cię kocham”, na tym samym wydechu dodaje, nawet nie zwracając uwagi na umacniany przez niego mechanizm kontroli: „Ale wiedz też, że jest mi bardzo przykro, gdy marnujesz czas, zamiast odrabiać lekcje”. Pomyślcie o nich i przypomnijcie sobie o dzieciach z innych kultur, które milkną, gdy ojciec wchodzi do domu; o dziewczynkach, od których oczekuje się, że będą szczęśliwe, gdy wyjdą za mąż, i które posyła się, aby zostały służącymi męża i jego matki; o dzieciach, które naprawdę są własnością ojców; o chłopcach, którzy urodzili się głównie po to, aby zapewnić ojcu źródło dumy, a rodzinie siłę roboczą. Jaka jest różnica? Znaczna, jeśli chodzi o warunki życia, i na pozór duża w poziomie zniewolenia, ale z perspektywy dziecka nie ma znaczenia, czego oczekują od niego rodzice w zamian za swą miłość. Dziecko krzywdzi sam fakt, że żąda się od niego, by coś zrobiło, pomyślało czy wyparło, aby mogło dostać miłość od rodziców.

Co roku przed świętem Pesach widzimy wokół nas typowy zamęt związany z poczuciem winy. Mnóstwo dzieci w wieku od dwudziestu do sześćdziesięciu lat – w poczuciu, że muszą coś zrobić dla rodziców w zamian za otrzymaną od nich miłość – idzie na świąteczną kolację, aby znów potwierdzić, że są w porządku. „Idziemy do moich rodziców czy do twoich?” Już na wiele miesięcy przed tym świętem wolności zaczynają się telefony, żeby było jasne, kto z nas będzie skrzywdzony i gdzie tym razem pomyliliśmy się w rodzinnych rachunkach. Ile razy słyszeliście takie wyrośnięte dzieci opowiadające, jak jest im źle, że zapomniały zadzwonić czy że już od miesiąca nie pojechały pokazać wnuków? Ile razy słyszeliście zdanie:
„W ogóle ci na nas nie zależy, na własnej rodzinie!”.

To powszechnie przyjęte. Wiele osób stara się to uzasadnić, mówiąc: „My też tak się wychowaliśmy” albo: „Czego chcesz? Są z Polski!”, i nie zwracają uwagi na to, że mowa o wspólnym, przeważnie nieświadomym wysiłku dzieci i rodziców, aby kontynuować i wcielać w życie stary mechanizm, system pojęć, który umożliwia rodzicom dalszą kontrolę nad dziećmi, także gdy są profesorami i dyrektorami i mają własne wnuki. Wyobraźcie sobie odwrotną rzeczywistość, gdzie za każdym razem, kiedy zbiera się rodzina – podczas żydowskiego, muzułmańskiego czy hinduskiego święta, na uroczystości upamiętniającej zmarłego czy na weselu – wszyscy zjawiają się tam nie z poczucia winy czy aby ich doceniono bądź dlatego, że byłoby „nieładnie”, gdyby tego nie zrobili, lecz z radością, bo obecność młodszych i starszych oraz dzieci z rodziny jest dla nich przyjemna, wzruszająca i dodaje im sił. Tak, tak jak w rodzinie.

 

Nowa rodzina

W pewnym momencie nadchodzi czas, aby dorosnąć. Gdy mówię o dorastaniu, mam na myśli tę chwilę, gdy człowiek chce i może wziąć odpowiedzialność za swoje życie, zgadza się stworzyć dla siebie nowy dom w świecie, na własny obraz i podobieństwo. W tym czasie część z nas czuje, że chce zaprosić do siebie, do tego nowego domu, który założyliśmy, dziecko, któremu z radością się poświęcimy. Zobowiążemy się zapewnić mu naszą miłość. Gdy nadchodzi chwila, w której zgadzamy się dorosnąć, przestajemy także potrzebować, aby tata i mama się nami opiekowali, zaspokajali nasze fizyczne lub psychiczne potrzeby, nie potrzebujemy już także substytutów rodziców, czyli innych ludzi, na których byśmy się wspierali i którzy odpowiadaliby na siedem naszych próśb. 

Jeśli naprawdę zgodziliśmy się dorosnąć, jeżeli staliśmy się twórcami swojego życia, źródłem zaspokojenia wszystkich swoich potrzeb, oznacza to, że w naszym świecie nie ma żadnego mężczyzny ani żadnej kobiety, którzy zapełniliby to miejsce, nie potrzebujemy, aby ktoś był nam w pełni oddany przez cały czas. Rodzice zmieniają się w bliskich lub odległych ludzi, z którymi pragniemy coś dzielić lub których chcemy oddalić od siebie w sposób całkiem elastyczny i rzeczowy – każde z nas odpowiednio do tego, co czuje do swoich własnych rodziców.

W nowej rodzinie, w systemie relacji opartym na miłości dawanej z wolnego wyboru, miłość rodzicielska nie przypomina warunkowego światła księżyca, lecz słońce, dla którego nie ma znaczenia, jak się zachowujemy i jak je lekceważymy; ono i tak świeci przez cały dzień i daje nam światło w obfitości form i odcieni. W takiej relacji jasne jest, że moi rodzice – gdy już dorosnę – dają mi wolność, abym żył własnym życiem i wybierał to, co mi odpowiada.

Jeśli moi rodzice są ludźmi, których wybieram z głębi serca, aby uczestniczyli w moim życiu dlatego, że są tacy, jacy są – fantastycznie. A jeśli tak nie jest, można się pożegnać. Nie chodzi tu o dramatyczne rozstanie w stylu: „Nie jestem już waszym synem i nigdy więcej się nie spotkamy!”, co przeważnie charakteryzuje ludzi, który tak naprawdę nie dorośli i starają się wyodrębnić swoją tożsamość przy pomocy pogardy lub buntu wobec rodziców. Chodzi tu o zakończenie rzeczywistej głębokiej i wiążącej relacji. Gdy się rozstajemy, może to stanowić uznanie dystansu, który i tak już wcześniej istniał, możemy odtąd rzadziej się kontaktować, może pojawić się rozczarowanie i ból starszych rodziców, próbujących podtrzymać dawne relacje, w których kontrola i poczucie winy umożliwiały im częste spotkania z dziećmi i intensywne zaangażowanie w ich życie. Ale dzięki akceptacji, że nasi rodzice są dużymi ludźmi jak my, i wiedzy, że są dorosłymi, którzy przez cały czas dokonują wyborów i ustalają priorytety, możemy łatwo zobaczyć, że tak jak każdy dorosły człowiek, tak i my, i nasi rodzice mamy wiele możliwości wyboru, z kim chcemy być blisko, dzielić życie i celebrować wzruszające oraz intymne chwile. 

Czy naprawdę dzieci i rodzice muszą pozostawać w relacji, nawet gdy te pierwsze dorosną? Czy naprawdę lojalność wobec rodziców czy rodzeństwa poprzedza inne lojalności? Czy lojalność wobec tych, z którymi się wychowaliśmy, z którymi czasem łączą nas jedynie więzy krwi, lojalność, w której nie ma elastyczności ani wolności, aby czuć to, co czujemy, i być tym, kim chcemy, kiedy chcemy, umacnia nas, czy tak naprawdę nas dusi?

W naszej kulturze, w której jest wiele samotności i wyobcowania, istnieje także coraz większa wolność wyboru, jak ma wyglądać nasz dom. Kto tak naprawdę uczestniczy w naszym życiu. Wielu z nas ma możliwość (która rośnie, gdy wybieramy ją bez poczucia winy), aby doświadczać o wiele więcej akceptacji, ciepła i prostego przeżycia niewymuszonej przynależności przy przyjaciołach, towarzyszach drogi niż rodzicach, wujkach i dziadkach.

Wydaje mi się, że jeśli zgadzamy się rozstać ze wzorcem kontroli i jesteśmy gotowi zrezygnować z poczucia winy jako oczywistego składnika relacji z rodzicami, to jak długo naszym życiem nie będą kierowały ograniczenia naszych rodziców, pojawi się więcej miejsca na miłość w rodzinnych relacjach. W ten sposób również przed naszymi dziećmi otwiera się możliwość dorastania w rodzinie, w której może nie wszyscy są „nasi”, ale nikt w niej niczego nie oczekuje, każde przytulenie jest przytuleniem, a miłość jest czymś, co po prostu się daje.

 

 Więcej przeczytasz w naszej książce „Dzieciństwo rodziców. Jak nie tylko dorosnąć, lecz także dojrzeć”:

 [product id="24479"]

 

Zobacz też najczęściej wybierane przez rodziców Hity od Natuli!

 


Poznaj nasze książeczki Niuniuś - o emocjach małego dziecka:

[product id="23455, 25343, 25388, 23512, 23528, 24390, 24392, 23591, 23455, 23692, 24390, 24392, " slider="true"]

Poznaj naszą Serię Rodzicielską – tworząc ją myśleliśmy o tym, czego najbardziej potrzebują rodzice.

[product category_id="513" slider="true" onlyAvailable="true"]
Wydajemy też barrrdzo niegrzeczne książki dla dzieci:
[product category_id="516" slider="true" onlyAvailable="true"]
Oraz książki dla najmłodszych:
[product id="23295, 23296, 24392"]