Przejdź do głównej treści
Produkty w koszyku: 0. Zobacz szczegóły

Twój koszyk jest pusty

Zamknij wyszukiwarkę Wyczyść Szukaj
Produkty w koszyku: 0. Zobacz szczegóły

Twój koszyk jest pusty

Zamknij wyszukiwarkę Wyczyść Szukaj

Co daje dzieciom i rodzicom wychowanie bezwarunkowe (bez nagród i kar)? - fragment książki "Jak zrozumieć małe dziecko"

To książka, w której 7 matek, zawodowo związanych z rozwojem dziecka, wspiera inne matki i ojców w ich drodze do świadomego i odpowiedzialnego rodzicielstwa. Opierając się na wiedzy z zakresu neurobiologii, teorii więzi i psychologii, weryfikują nasze polskie mity wychowawcze i przekonania o naturze dziecięcej. 

  • dodano: 10-02-2023
Co daje dzieciom i rodzicom wychowanie bezwarunkowe (bez nagród i kar)? - fragment książki "Jak zrozumieć małe dziecko"

To książka, w której 7 matek, zawodowo związanych z rozwojem dziecka, wspiera inne matki i ojców w ich drodze do świadomego i odpowiedzialnego rodzicielstwa. Opierając się na wiedzy z zakresu neurobiologii, teorii więzi i psychologii, weryfikują nasze polskie mity wychowawcze i przekonania o naturze dziecięcej. Jeśli bliska jest Ci filozofia Jespera Juula, wybierasz rodzicielstwo bliskości zamiast trenowania dzieci i jesteś czytelnikiem NATULI dzieci są ważne - z pewnością pokochasz tę książkę. 

Większość poradników dla rodziców poleca różne metody wychowawcze, treningi czy rodzicielskie sztuczki, jednak zazwyczaj oparte są one o potrzeby rodziców, a nie dzieci (a w skrajnych przypadkach są po prostu przemocą).“Jak zrozumieć małe dziecko to przewodnik dla tych, którzy nie ufają "niezawodnym metodom" i "instrukcjom obsługi", ale pragną nauczyć się rozpoznawać i prawidłowo reagować na prawdziwe potrzeby swojego dziecka.

To książka, w której 7 matek, zawodowo związanych z rozwojem dziecka, wspiera inne matki i ojców w ich drodze do świadomego i odpowiedzialnego rodzicielstwa. Opierając się na wiedzy z zakresu neurobiologii, teorii więzi i psychologii, weryfikują nasze polskie mity wychowawcze i przekonania o naturze dziecięcej.

Jeśli bliska jest Ci filozofia Jespera Juula, wybierasz rodzicielstwo bliskości zamiast trenowania dzieci i jesteś czytelnikiem NATULI dzieci są ważne - z pewnością pokochasz tę książkę. 

 

Przeczytaj fragment książki Jak zrozumieć małe dziecko


 

  Kup książkę w pakiecie:

 [product id="20904, 25322, 25233"]

 


 

JAK ZBUDOWAĆ RELACJE BEZ NAGRÓD I KAR

Na początku rozdziału wspomniałam o tym, że wychowanie oparte na karach i nagrodach nie sprzyja budowaniu relacji między rodzicem a dzieckiem, bazuje na motywacji zewnętrznej, nie pomaga dobrze zrozumieć drugiej osoby ani motywów jej postępowania. Kiedy odkładamy na bok kary i nagrody, motywacją dla nas i dzieci staje się wzajemna relacja. Czy to oznacza, że dzieci wychowywane bezwarunkowo zachowują się „lepiej”? Skądże znowu! Tak samo złoszczą się, wyrażają swoją wolę, krzyczą, smucą się, sprzeciwiają, odmawiają, mają radosne głupawki o godzinie, w której cały świat już dawno śpi. Jednocześnie w tym podejściu stwarzamy im okazję do uwzględniania innych ludzi nie ze strachu, tylko z miłości, przy równoczesnym braniu pod uwagę samych siebie i swoich potrzeb. 

Wszystko to wygląda dość łatwo na papierze. Wcześniej podawałam przykłady, jak może się to prezentować w praktyce; przyznaję, są one dość proste, a życie nie zawsze takie bywa. Wychowanie bez nagród i kar stanowi wyzwanie często właśnie dlatego, że nie daje gotowych odpowiedzi: gdy dziecko robi to, ty postąp tak i tak. To nieustanny taniec, w którym oboje, rodzic i dziecko, szukają figur dogodnych dla siebie nawzajem. Czasem depczą sobie niechcący po palcach, czasem ktoś rusza w lewo, a ktoś w prawo, czasem jednemu nogi podrygują, a drugi chce stać, czekając na odpowiedni moment. Chodzi więc nie o to, by obiecywać: „Jak zatańczysz tak, jak chcę, kupię ci czekoladę” czy też grozić: „Tańcz, jak mówię, albo pożałujesz”, tylko próbować znaleźć wspólny język.

To wymagające zadanie, ale z czasem bardzo owocne. Wydaje się jedynym rozwiązaniem, jeśli zależy nam na stworzeniu dziecku warunków do zdrowego rozwoju, zadbaniu o jego granice, poszanowaniu nienaruszalności cielesnej. Dziś, kiedy jest malutkie, ubieramy je na siłę i myjemy mu zęby wbrew jego woli. Robimy to w dobrej wierze, dziecko jednak nie różnicuje tych działań i działań innych ludzi, którzy zechcą naruszyć nietykalność jego ciała. To w domu uczy się, kto decyduje o jego ciele – większy dorosły czy ono samo.

Kwestie ubierania czy mycia to klasyka wśród rodziców małych dzieci i równie klasycznie przemijają one z czasem. Nieraz wystarczy na moment odpuścić i problem znika. Zawsze jednak warto poszukać przyczyn (nie chce myć zębów, bo robi coś innego, czy nie chce ich myć, bo ze względu na wrażliwość w obrębie jamy ustnej ta czynność sprawia mu ból?). Często, gdy jakieś działanie jest nudne dla dziecka, a ważne dla rodzica (mycie rąk – kolejny klasyk), wystarczy dorzucić trochę humoru, np. umyjmy sobie ręce – ja tobie, ty mnie – albo z zamkniętymi oczami, albo pójdźmy do łazienki tyłem, albo włączymy sobie piosenkę. Zabawy raczej będzie trzeba często zmieniać, ale warto podjąć to wyzwanie, dbając o dobrostan zarówno swój, jak i dziecka.

Co daje dzieciom i rodzicom wychowanie bezwarunkowe (bez nagród i kar):

  • pogłębia ich wzajemną relację,
  • pomaga lepiej się rozumieć i dogadać, zwłaszcza w konfliktach,
  • buduje poczucie własnej wartości dziecka,
  • pomaga zrównoważyć dbanie o swoje potrzeby i zajmowanie się potrzebami innych ludzi,
  • buduje zaufanie, że świat jest miejscem, w którym można zaznać szczęścia dzięki zaufaniu płynącemu z bliskich, bezpiecznych relacji z ludźmi


Pomoc dziecku w odkrywaniu i nazywaniu jego potrzeb i emocji

Wcześniej wspomniałam o tym, że zamiast sięgać po kary, warto zajrzeć pod powierzchnię danego zachowania, zrozumieć, skąd ono wypływa, i pomóc dziecku w zrozumieniu samego siebie, a także znaleźć inny, przyjaźniejszy i rodzicowi, i dziecku sposób realizacji danej potrzeby. Jak to zrobić? Każde ludzkie zachowanie wypływa z konkretnej potrzeby. Każdą potrzebę można zaspokoić na przynajmniej kilka sposobów. Potrzeby są uniwersalne, wspólne wszystkim ludziom bez względu na wiek, płeć, doświadczenia czy wyznawane wartości; nie są przy tym związane z konkretnym czasem, miejscem czy daną osobą (z tym wiążą się strategie, czyli sposoby dbania o potrzeby).

Wśród ludzkich potrzeb znajdziemy m.in.:

  • potrzeby fizjologiczne: pokarm, woda, powietrze, sen, słońce, 
  • potrzeby związane z byciem w kontakcie ze sobą: samorozwoju, sensu, spójności, zaufania, autentyczności, uczenia się, poczucia własnej wartości, samoakceptacji,
  • potrzeby związane z kontaktem z innymi: przynależności, wsparcia, wspólnoty, dzielenia się, empatii, szczerości, bycia dostrzeżonym, 
  • potrzeby wypływające z radości życia: łatwości, lekkości, humoru, przygody, inspiracji, nadziei.

Wszystkie działania, które ludzie podejmują, służą zaspokajaniu potrzeb. Każde nasze, a więc i dziecięce działanie zmierza do tego, by zadbać o ważne dla nas potrzeby. Przyjrzyjmy się temu w praktyce.

Dlaczego dziecko robi to, co robi:

  • Dziecko, które teraz chce się przytulić do rodzica, może mieć potrzebę bliskości albo wsparcia, albo bezpieczeństwa.
  • Jeśli pragnie ono obejrzeć bajkę, może działać z potrzeby autonomii („Ja decyduję!”) albo zabawy, albo towarzystwa.
  • Nie chce założyć kurteczki? Może szuka komfortu, chce decydować o sobie, chce swobody, lekkości.

Znalezienie potrzeby jest kluczowe dla podjęcia optymalnych działań. Optymalnych – czyli takich, które uwzględnią i dziecko, i otoczenie, stworzą możliwość nabywania kompetencji, podtrzymywania relacji, wesprą w szukaniu rozwiązań.

Szukanie potrzeb dziecka najlepiej zacząć od zgadywania:

  • „Czy chodzi ci o to, żebym…?”
  •  „Czy chciałaś, żeby…?”
  • „Dla ciebie ważne było…?”
  • „Ty nie lubisz, gdy…?”

Najprościej byłoby oczywiście zapytać: „Czego potrzebujesz?”, ale doświadczenie uczy, że z tym pytaniem mają kłopot dorośli, więc co dopiero dzieci. Zgadywanie nie jest „wciskaniem” potrzeb na siłę, tylko próbą odkrycia tego, co kryje się pod zachowaniem. Dzieciom (i dorosłym też) łatwiej jest określić, czy chodziło o to, czy też nie, niż szukać w popłochu, o co chodziło. Przy czym próby nietrafione nie zamykają drogi – pomagają wspólnie szukać i dają poczucie bycia ważnym, cennym, traktowanym serio. 

Co, gdy potrzebę odgadniemy? Czy mamy zgadzać się na wybrane przez dziecko zachowanie? Niekoniecznie. Może się okazać, że gdy dobrze zrozumiemy sytuację, a więc nazwiemy dziecięce i swoje własne w niej potrzeby, przystaniemy na to, czego chce dziecko. Może się zdarzyć, że dalej nie będziemy chcieli się zgodzić, ale pojawi nam się światełko w tunelu: możemy zrobić to inaczej!

  • „Nie chcesz tej kurteczki, bo jest niewygodna? To może ta ciepła bluza będzie bardziej komfortowa?”
  • „Nie chcesz jej, bo jest ci ciepło? Zatem spakujmy ją do plecaka i gdy poczujesz chłód, dasz mi znać”.
  • „Nie chcesz, bo masz nową bluzkę, w której zamierzasz iść na podwórko, żeby wszyscy mogli zobaczyć? Dobrze, a co ty na to, żeby włożyć coś ciepłego pod spód?”

Może być też tak, że rozumiemy potrzebę, jesteśmy otwarci na szukanie alternatyw, ale samo dziecko jest np. pobudzone, zmęczone, rozregulowane i próbuje sobie na bieżąco poradzić z jakimś napięciem, nie mając już w ogóle energii na nieco bardziej skomplikowane procesy w postaci wymyślania innych sposobów.

Emocje dziecka – klucz do rozumienia potrzeb

Pewnym wsparciem w odkrywaniu potrzeb są emocje. To one mówią nam, że jakieś nasze potrzeby są zaspokojone. Czujemy wówczas przyjemne doznania: spokój, radość, szczęście, zadowolenie, satysfakcję. Jeśli zaś zaspokojenia brakuje, wtedy odzywa się w nas np. smutek, żal, tęsknota, frustracja, bezsilność. 

To dlatego wszystkie emocje są dla nas ważne, wszystkie są potrzebne. Warto traktować je jak posłańców niosących informacje o tym, co dla nas istotne, zatrzymując się na chwilę i odczytując te wiadomości („Ta pani zajęła moje miejsce i jestem zdenerwowana, bo chcę, żeby inni brali mnie pod uwagę!”). To pierwszy krok ku temu, by naprawdę zadbać o siebie („Przepraszam, to jest moje miejsce, chciałabym je odzyskać”), zamiast atakować innych („Czy pani w ogóle zapytała, czy może tu usiąść?!”). 

Pokazujemy w ten sposób dzieciom, że emocje są naprawdę w porządku, że niektóre sposoby wyrażania ich są bardziej przydatne, a inne mniej – i że jesteśmy gotowi pomóc im znaleźć metody wspierające, nie żądając, by przestały tłumić swoje emocje np. ze strachu przed karą.

Kiedy zatem dziecko w złości mówi np. „Jesteś głupia!” lub uderza siostrę, warto, aby działania dorosłego pomagały jemu i otoczeniu („Zdenerwowałaś się, że zabrała ci kredkę. Dlatego ją uderzyłaś. Chcę, żebyś jej o tym mówiła, zamiast uderzać, zgoda?”), nie tylko otoczeniu („Ile razy ci mówiłam, że masz nie bić?! Idź do swojego pokoju!). 

Bycie uważnym na swoje potrzeby i emocje

Często też jest tak, że potrafimy przewidzieć konsekwencje pewnych działań, których dziecko jeszcze przewidzieć nie jest w stanie („Jeśli nie wyjdziemy teraz, nie zdążymy do lekarza”). Czasem pewne sytuacje naruszają nasze wartości (np. zależy nam na zdrowym żywieniu i nie chcemy robić odstępstw dla batonika w trakcie wizyty w sklepie). Siłą rzeczy będą więc pojawiały się w życiu sytuacje, w których nie zawsze dziecko dostanie to, czego w danym momencie będzie chciało. Sytuacje, w których rodzic powie mu „nie”. Nawet wtedy jednak można podejść do dziecka z szacunkiem, uwzględniając jego perspektywę, towarzyszące mu emocje i jego pragnienia. „Wiem, że bardzo chciałaś jeszcze tu zostać i jesteś niezadowolona, gdy mówię, że pora iść”, „Widzę, że masz ogromną chęć na tego batonika i nie podoba ci się, że nie chcę ci go kupić”. 

Może się też obejść bez słów, gdy dziecko jest w silnych emocjach i nie słyszy rodzica. Wówczas pierwsze skrzypce gra nasza intencja – czy podchodzimy do niego ze zrozumieniem i miłością, nawet gdy się z nim nie zgadzamy? Czy towarzyszy nam złość, poirytowanie, myślimy, że dziecko się buntuje, robi nam na złość, testuje nas? To kluczowe pytania badające nasze nastawienie – nastawienie, które dziecko wyczuje w postawie ciała, mimice, napięciu mięśni, nawet gdy z naszych ust nie padnie ani jedno słowo. Nasze trudne emocje nie pomogą mu wrócić do równowagi, dlatego tak ważne jest, abyśmy potrafili zachować autentyczny spokój i udzielać go swojemu dziecku w tych momentach.

A co w sytuacji, gdy nasze własne emocje utrudniają nam wsparcie dziecka? Tu proponuję trzy kroki:

  • Po pierwsze: zadbać o bezpieczeństwo – większość sytuacji nie niesie ze sobą zagrożenia tu i teraz, gdyby jednak tak było, to bezpieczeństwo jest priorytetem. Robimy wówczas tylko to, co konieczne – przytrzymujemy, odbieramy niebezpieczny przedmiot, rozdzielamy bijących się. Nic więcej, żadnych słów, kazań, podejmowania decyzji na przyszłość.
  • Po drugie: zadbać o swój powrót do równowagi – jeśli można wyjść, co raczej rzadkie w przypadku zajmowania się małymi dziećmi, warto skorzystać z tej opcji. Można też nauczyć się oddychać w sposób przywracający spokój i jasność umysłu. Wypić szklankę wody lub obmyć twarz zimną wodą – taka zmiana na poziomie sensorycznym też nieźle sprowadza na dobre tory.
  • Po trzecie: w dogodnym momencie zastanowić się dlaczego – „Dlaczego tak się denerwuję, tak się złoszczę/smucę/irytuję, gdy dzieje się to, co się stało?”. Nierzadko nasze rodzicielskie doświadczenia cofają nas w czasie do chwil, gdy sami byliśmy dziećmi i nie dostawaliśmy tego, czego potrzebowaliśmy w danym  momencie (i nie mam na myśli słodyczy czy bajek, a raczej empatię, zrozumienie, bliskość). Nie zawsze tak się dzieje, czasem
    daje o sobie znać najzwyklejsze zmęczenie – jeśli jednak mamy poczucie, że nasza reakcja jest silniejsza, niż sugerowałaby dana sytuacja („Dziecko mówi mi w złości, że jestem głupia, a ja zapadam się w sobie, ogarnia mnie rozpacz i mam wrażenie, że jestem okropną matką”) – warto się tym zająć, być może z pomocą specjalisty, odkryć źródło, uleczyć własne zranienie i móc wspierać dziecko. Może to zająć trochę czasu i dobrze jest go sobie dać. Jeśli nawet nie zareagujemy na jakieś zachowanie dziecka i nie zadziałamy – prawdopodobnie nic się nie stanie. To nie jest tak, że z jednej sytuacji rodzicielskiej bezradności biorą się wszystkie wychowawcze trudy. Marshall Rosenberg, twórca Porozumienia bez Przemocy, stwierdził: „Nie rób byle czego, lepiej stój i patrz”. Jeśli przychodzi nam do głowy nieprzemyślane działanie służące rozładowaniu naszego napięcia tu i teraz i jest ryzyko, że mogłoby ono  zranić dziecko, lepiej zatrzymać się, ochłonąć i przyjrzeć tej sytuacji oraz naszym potrzebom w niej. Jeśli zaś zastanawiamy się, jak zareagować na jakieś zachowanie, możemy, jak proponują Martha i William Sears, wyobrazić sobie, że jesteśmy własnym dzieckiem – jak chcielibyśmy, aby zachowali się nasi rodzice? Jeśli chcą nam czegoś odmówić, zabronić – jak chcielibyśmy, aby to zrobili? Prawdopodobnie to będzie właściwa odpowiedź.

 

 

 Więcej przeczytasz w naszej książce „Jak zrozumieć małe dziecko”:

 [product id="18107, 25127, 20904"]

 

Wasze opinie o naszej książce:

  

 

 

Zobacz też najczęściej wybierane przez rodziców Hity od Natuli!

 


Poznaj nasze książeczki Niuniuś - o emocjach małego dziecka:

[product id="23455, 25343, 25388, 23512, 23528, 24390, 24392, 23591, 23455, 23692, 24390, 24392, " slider="true"]

Poznaj naszą Serię Rodzicielską – tworząc ją myśleliśmy o tym, czego najbardziej potrzebują rodzice.

[product category_id="513" slider="true" onlyAvailable="true"]
Wydajemy też barrrdzo niegrzeczne książki dla dzieci:
[product category_id="516" slider="true" onlyAvailable="true"]
Oraz książki dla najmłodszych:
[product id="23295, 23296, 24392"]