Fragment książki: "Dzieci silnej woli. Nowe spojrzenie na upór, konflikty i stawianie granic"

Rozdział 4. Życie w strefie wojennej

Czy wasz dom przypomina wam czasami strefę wojenną, w której stale trzeba się bronić? Nie jesteście sami. Na szczęście, ten „stan wojenny” można zmienić w strefę pokojową, gdzie będzie miejsce dla każdego. Odłóżcie broń i wyjdźcie sobie na spotkanie. Z miłością, nie z orężem.

W dzisiejszych czasach można być rodziną na wiele sposobów. Rodziny różnią się między sobą poziomem aktywności, tonem rozmów, gotowością dopasowywania się do siebie, zasadami dotyczącymi przywilejów dzieci. Jednak jedna rzecz jest wspólna dla wszystkich: chcemy, aby rodzina była naszym oparciem. To tu ładujemy akumulatory, tu możemy być sobą. To nasza przystań wolności i pokoju.

Jednak rzadko tak to wygląda w rodzinach z dziećmi silnej woli.

Czy czujecie, że każda sprawa jest na ostrzu noża, a wasz dom regularnie zamienia się w strefę wojenną? Nie tylko u was tak to wygląda. Intensywność życia rodzinnego i wybuchy skrajnych emocji u dziecka każdemu rodzicowi zaparłyby dech w piersiach i przygniotły do ziemi. Wasz syn lub wasza córka żyją w sposób skrajny. Kiedy synowi jest przykro, odczuwa to tak, jakby cały świat walił mu się na głowę. Kiedy córka się złości, wściekłość wylewa się z niej niczym lawa z wulkanu. Jako rodzice jesteście poddawani gwałtownym wybuchom i licznym próbom. Nic dziwnego, że trudno wam poczuć się częścią zgranej rodziny. Dom przypomina strefę wojenną, w której zwaśnione strony nigdy nie dochodzą do zgody.

Nie walczcie na noże

Dzieci silnej woli mocno reagują na wszystko, co przypomina rozkaz. Nawet proste upomnienie brzmi dla nich jak nakaz, na który odpowiedzią jest atak. Często zupełnie instynktownie reagują oporem na to, że inni za nie decydują. Nawet jeśli prosicie o coś zwykłego i rozsądnego ‒ na przykład, żeby posprzątać zabawki ze stołu, bo trzeba nakryć do obiadu, albo odrobić lekcje ‒ pojawia się silny opór. Wasze dziecko jest wtedy zamknięte na racjonalne argumenty i jeśli nie pomożecie mu wyjść z tego stanu, po raz kolejny wszystko skończy się walką.

Możecie jednak pomóc sobie i dziecku, nie wchodząc w zażarte konflikty. Wyjdźcie mu naprzeciw i pomóżcie zrozumieć, że stół trzeba sprzątnąć, bo nie będziecie mogli przy nim usiąść i zjeść kolacji. Jeśli będziecie nalegać, że stół ma być uprzątnięty, ponieważ wy tak postanowiliście, to możecie być pewni, że wasze dziecko włoży całą swoją energię w opieranie się wam, a nie w sprzątanie stołu. Ma prawo nie chcieć sprzątać stołu i ma prawo nie uważać waszego pomysłu za wspaniały, ale jeśli dacie mu trochę czasu i pozwolicie pobyć w tych emocjach, nie krytykując go ani nie irytując się, samo dojdzie do wniosku, że sprzątnięcie stołu właściwie ma sens.

Pomóżcie dziecku uwolnić się od silnej woli. Pozwólcie mu odpocząć od narracji, w której każda ‒ mniejsza czy większa ‒ dyskusja zamienia się w wojnę, którą ktoś wygrywa, a ktoś przegrywa. Dopiero decydując, że nie chcecie być częścią tej wojny, dajecie mu okazję samodzielnie dojść do wniosku, że wasza prośba jest w porządku. Oczywiście, pewnie nadal będzie uważało, że to głupie sprzątać domek dla lalek, skoro i tak jutro będzie potrzebny do zabawy. Pewnie zdziwi się, że nie może wyjść na śnieg w samych majtkach i kaloszach. Ale możecie powiedzieć: „W porządku, uważasz, że to głupie. Możesz tak sądzić. Jednak chcę, żebyś mimo wszystko zrobił(a) to, o czym mówię”. Jeśli nie wchodzicie w walkę, jeśli pokazujecie, że opinia waszego dziecka jest w porządku, jesteście na dobrej drodze.

Rzecz w tym, by nie wchodzić w walkę na noże, ale też nie machać na wszystko ręką. Trzecie wyjście z sytuacji polega na tym, że troszczymy się o to, by dziecko nie „traciło twarzy” za każdym razem, kiedy decyduje się zrobić to, o co prosicie. Dzieci silnej woli mają silne poczucie dumy. Czasem robią krok w naszą stronę, ale jeśli słyszą pouczenia w stylu: „Widzisz, a nie mówiłem(łam)? Zrobiłeś to, o co cię prosiłem(łam) i nie kosztowało cię to wcale dużo czasu” ‒ czują się poniżone.

Nie pozwólcie, by wasze dziecko czuło, że traci twarz, kiedy robi to, o co prosicie.

Wasze słowa definiują dziecko

Strefy wojennej nie da się ot tak zamienić w sielankę. Potrzeba czasu, żeby na polu bitwy wyrosły kwiaty. Pomocne będzie nowe podejście oraz cierpliwość. Pamiętajcie, że nawet małe zmiany mogą mieć duże znaczenie i przynieść waszej rodzinie wiele dobrego.

Na waszą codzienność, a przede wszystkim na wasze dziecko, wielki wpływ mają słowa, jakich używacie do opisywania tego, co dzieje się w waszym domu. Wasze dziecko może bardzo szybko przyjąć rolę „problematycznego” albo „dzikiego” dziecka, odpowiedzialnego za wszelkie niefortunne zdarzenia.

Czy zdarzyło się, że na rodzinnym przyjęciu ktoś powiedział, że wasz syn lub córka to „dziecko z piekła rodem” albo "uparciuch"? Możecie szybko powiedzieć „stop” takiej narracji. Po pierwsze, poproście bliskich, by nie mówili źle o waszym dziecku, bo w ten sposób wkładają je w szufladkę, z której trudno się wydostać. Następnie przyjrzyjcie się temu, jakich słów sami używacie. Jak nazywacie swoją córkę? Jak mówicie o swoim synu przy jego rodzeństwie? Może czasem słyszy, że jest prowokatorem i złośnikiem? Może mówicie do córki, że histeryzuje i musi się najpierw uspokoić, jeśli macie jej pomóc?

Każdy człowiek w pewien sposób dopasowuje się do tego, jak jest postrzegany przez innych. Jeśli często słyszymy, że jesteśmy kochani, to w końcu zaczynamy w to wierzyć. A jeśli dobiegają nas głosy, że jesteśmy nieudacznikami, to wpisujemy się w takie określenie. Każdemu z nas można pomóc w rozwijaniu zdrowego sposobu myślenia o sobie. Wykorzystajcie ten fakt i spróbujcie wprowadzać proste zmiany, które pozwolą wam inaczej myśleć o swoim dziecku.

Od słów nagany do słów miłości

Zastanówcie się, jakimi słowami określacie swoje dziecko i zwróćcie uwagę na wszystkie negatywne określenia. Zamiast nich zacznijcie używać słów takich jak „miły”, „kochany”. Kiedy komuś o nim opowiadacie, zamieńcie słowa „pechowiec” czy „łobuz” na „kreatywny”, „aktywny” albo „pomysłowy”. Spróbujcie także zmienić ton głosu na bardziej miękki i łagodny.

Może na początku będzie się to wydawało sztuczne i niezgodne z tym, do czego przywykliście, ale powoli przyzwyczaicie się do używania takich słów. I stopniowo zauważycie, że wasze dziecko rzeczywiście jest kochane.

Te małe kroki, na początku trochę niezgrabne, będą miały znaczący wpływ na zmiany w życiu rodzinnym. Nie minie wiele czasu, a wasze dziecko zauważy, że nie jest już nazywane „łobuzem”, zaś mama i tata mówią do niego głosem pełnym miłości.

Inni oglądali też:
Wierszyki na dobranoc
Wierszyki na dobranoc
40,00 zł
szt.
Wierszyki świąteczne
Wierszyki świąteczne
40,00 zł
szt.
Wierszyki bliskościowe
Wierszyki bliskościowe
40,00 zł
szt.
Jak zrozumieć małe dziecko
Jak zrozumieć małe dziecko
50,00 zł
szt.
Granice dzieci i dorosłych
Granice dzieci i dorosłych
50,00 zł
szt.
Święta
Święta
35,00 zł
szt.
Wierszyki logopedyczne
Wierszyki logopedyczne
40,00 zł
szt.
Uwaga! Złość
Uwaga! Złość
50,00 zł
szt.
do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper Premium