"Cud rodzicielstwa" nie jest typowym poradnikiem – nie ma w nim rad. Są tu raczej słowa, w które warto się wsłuchać (to trudniejsze niż zrobienie czegoś według instrukcji), by uświadomić sobie, co jest ważne w byciu człowiekiem i rodzicem. Żeby ujrzeć własne dziecko w całej jego istocie, pięknie i potencjale, zobaczmy również to niewinne, dobre i mądre dziecko w sobie.
Autor wyróżnia siedem niewypowiedzianych próśb dzieci do rodziców. Są to pragnienia uniwersalne, stanowiące podstawę egzystencji człowieka. Dlaczego rezygnujemy z nich w procesie wychowania na rzecz przekonań i społecznej poprawności? Wróćmy do źródła. Stwórzmy nowy początek wraz z powołanym przez nas życiem.
Przeczytaj fragment książki „Cud rodzicielstwa”
Kup książkę taniej w pakiecie:
[product id="24488, 25233"]
"Miłość, jaką żywimy do naszych dzieci, jest cenną własnością, a także potężnym kompasem. Miłość – nie zmartwienia i lęki i nie nawyki zachowania i kontroli. Miłość, od której wyruszyliśmy w tę podróż, jest tym, co pozwala nam zaufać sobie jako rodzicom. To z niej wyrasta i rozwija się możliwość zaufania naszym dzieciom. Gdy pozwolimy tej miłości prowadzić nas na każdym kroku, pojawia się chęć słuchania w inny sposób: żywy, twórczy i ukierunkowany. Ten nowy sposób słuchania umożliwia nam znalezienie odpowiedzi, które uleczą każdą trudność, tam w dole i wewnątrz nas, w relacjach między nami a naszymi dziećmi. Możemy wyostrzyć i zintensyfikować ten sposób słuchania, aby usłyszeć, o co tak naprawdę proszą nas nasze dzieci, i odpowiedzieć na ich podstawowe prośby.
Tak proste staje się słuchanie ich próśb, gdy jesteśmy gotowi przyznać, że są to także nasze prośby. O co tak naprawdę proszą nasze dzieci? Zgodnie z umową o szóstej trzydzieści przyjechałem po Eli, moją córkę, aby odebrać ją od koleżanki z przedszkola.
– Ale tato, właśnie oglądamy film!
Co zrobić? Musiałem jeszcze zdążyć podjechać po Noam, moją starszą córkę, która była na próbie chóru kawał drogi stąd. Nie chciałem, aby Noam czekała sama po zmroku na pustym parkingu.
Zapauzowaliśmy film, żeby porozmawiać. Chociaż Eli z trudem oderwała wzrok od ekranu, zgodziła się wyjść po obejrzeniu jeszcze jednego fragmentu. Pogawędziłem z mamą jej przyjaciółki w kuchni do chwili, gdy skończyła się umówiona część filmu, a potem wszedłem do salonu. Eli wstała – niepocieszona, ale bez oporów – i ruszyliśmy w stronę auta. Nagle, gdzieś w połowie drogi do samochodu, ujrzałem fantastyczny widok: kurnik! A w nim „arabskie”3 kury. A ja jestem wytrawnym znawcą i miłośnikiem kur. Prawie każdy dom, w którym mieszkaliśmy, miał kury przechadzające się po podwórku. Niestety ten, który kupiliśmy, nie ma kurnika. Przystanąłem, żeby pogadać o kurach z ojcem przyjaciółki Eli, który właśnie wrócił z pracy. Gdzie je kupił? Ile jajek znoszą dziennie? Czy w okolicy są mangusty, które polują na domowe ptactwo? Była to znajoma, absorbująca rozmowa na znane i pasjonujące mnie tematy.
Dla niego również.
I tyle.
Nagle Eli zaczyna delikatnie wskazywać w kierunku samochodu.
Pochłonięty rozmową odpowiadam jej gestem oznaczającym, że „jeszcze moment”.
Eli czeka chwilę. Potem mówi: „Chodź, tato, idziemy już”.
Myślę sobie: „Dokąd tak się spieszy? Chciałem tylko zamienić z nim kilka słów. Co za utrapienie”. Podniesionym głosem, z udawaną uprzejmością odpowiadam: „Chwileczkę, Eli, jeszcze tylko minutkę”.
Rozmowa schodzi na różnice między kurami z chowu przemysłowego a tymi z wolnego wybiegu i to, jak bronią swoich kurcząt.
Jedno szokujące odkrycie za drugim. Wtem czuję mocne szturchnięcia w okolicy pasa. Eli z całej siły stara się przepchnąć mnie w kierunku auta. Czuję się coraz bardziej rozdrażniony, ale myślę: „To nie jest miłe. Czyż nie jestem postępowym, uważnym ojcem, który ponadto prowadzi grupę dla rodziców i pisze książkę o rodzicielstwie?”. Myślę: „Wsadzę ją już do samochodu”, a na głos przepraszam swojego nowego przyjaciela (nieczęsto trafia się powiernik do męskiej rozmowy o kurach): „Cóż, naprawdę muszę już pojechać po starszą córkę, do widzenia!”.
Idziemy do samochodu. Wściekły i sfrustrowany wsiadam do środka, gotowy dać Eli nauczkę, na którą zasłużyła: „Dlaczego nie pozwolisz mi porozmawiać? Co by ci się stało, gdybyś zaczekała? Albo posiedziała chwilę przy samochodzie?”.
Naraz dociera do mnie, co tu się wydarzyło. Przecież zawarłem z Eli umowę, którą sam zainicjowałem i stworzyłem. Z mojej strony jest tam napisane: „Zaczekam, aż obejrzysz kolejny fragment filmu, a potem pojedziemy po Noam”. Z jej strony zaś: „Obejrzę jeszcze tylko jeden fragment, nie cały film, a potem pojedziemy po Noam”.
Posłuchała mnie, przystała na warunki, które tak naprawdę nie odpowiadały jej potrzebom, i zastosowała się do nich. Ja natomiast tuż po zawarciu umowy, ujrzawszy starą, kulawą rudą kurę, nieuprzejmie złamałem swoją obietnicę, całkowicie lekceważąc zobowiązanie wobec Eli i jej uczuć. Gdy moja córka wskazywała w kierunku samochodu, gdy próbowała przerwać rozmowę i popychała mnie do auta, starała się po prostu wszelkimi sposobami przypomnieć mi o mojej stronie umowy, sprawić, abym wrócił do naszego porozumienia, do ustaleń, które zawarliśmy. Gdy uruchomiłem silnik i ruszyliśmy, czułem się już trochę zawstydzony swoją gwałtowną reakcją i obwinianiem w duchu Eli. Przeprosiłem ją za to, że zlekceważyłem nasze ustalenia. Wybaczyła mi.
Głębokie źródło wielu trudności i napięć między rodzicami a dziećmi, zarówno jawnych, jak i ukrytych, tkwi w umowach zerwanych przez rodziców. W większości przypadków dorośli nawet nie zwracają na to uwagi, a dzieci są tak zszokowane, że nie są w stanie się z tym uporać. Na przykład pewnego wieczoru ojciec bawi się ze swoim sześcioletnim synem i trojgiem jego przyjaciół. Wszyscy wygłupiają się beztrosko i szaleją, gdy nagle rozbrykany chłopiec z tą samą swobodą rzuca w ojca butem. To wpisuje się w umowę, zabawę zainicjowaną przez ojca. Ale ojciec nagle milknie, urażony, i poważnym tonem łaja syna: „Spójrz, co zrobiłeś! Powinieneś bardziej uważać! Nie da się z tobą bawić!”.
Przedstawiłem historię umowy i kur, aby zilustrować naturę umowy, którą zawarliśmy z naszymi dziećmi jeszcze przed ich narodzinami.
Ta umowa ma dwie nierówne strony. My, rodzice, ponieważ zdecydowaliśmy się lub zgodziliśmy zostać rodzicami, powiedzieliśmy:
„Obiecuję, że będę cię kochać, moje dziecko. Zobowiązuję się być ziemią, na której wzrośniesz. Podejmuję się spełnić każdą z twoich podstawowych próśb”. Nasze dziecko, przez sam fakt, że zgodziło się przyjść właśnie do nas, powiedziało do każdego z rodziców:
„Oddaję swoje życie w twoje ręce. Kieruję każdą ze swoich próśb do ciebie. Ponieważ polegam na tobie, zrzekam się wszystkich innych źródeł spełniania tych próśb”.
To właśnie jest pierwotny kontrakt. Tak jak Eli starała się przypomnieć mnie, tak wszystkie dzieci starają się przypominać swoim rodzicom o ich części umowy. Gdy tylko wyczują, że rodzice lekceważą swoje zobowiązanie wobec jednej z siedmiu podstawowych próśb, wykorzystują wszelkie środki, które mają do dyspozycji, aby im o nim przypomnieć. Początkowo łagodnie, zaczynają od subtelnych aluzji wtapiających się w nasze życie. To w relacjach etap próśb. Potem przychodzi etap żądań, w którym nie ma już miejsca na łagodność, tak jak nie ma sensu próbować obudzić kogoś z głębokiego snu delikatnymi muśnięciami. Na tym etapie dzieci coraz intensywniej i wyraźniej nalegają. Przerywają, zachowują się irytująco, chorują albo przyjmują nieprzyjemne nawyki, próbując zasygnalizować rodzicom, że ten pierwotny kontrakt został naruszony.
Taki rodzaj komunikacji, język trudności, którym się posługują, wydaje się czasem irytujący, skomplikowany i beznadziejny, ale to jedyny sposób, w jaki mogą one nam przypomnieć, że zawarliśmy z nimi kontrakt. Przypomnieć, że są w nim tą słabszą stroną.
Nie mogą wypełnić umowy samodzielnie, nie mogą nas zmusić do dotrzymania naszej części, nie ma takiego sądu, który dla ich dobra zmusiłby nas, abyśmy się ocknęli i odpowiedzieli. Od chwili, gdy do nas przyszły, nasze dzieci nie mogą złamać swojej strony umowy.
Mogą tylko zrobić wszystko, abyśmy pamiętali o kontrakcie, który zainicjowaliśmy, który podpisaliśmy, świadomie lub nie, w chwili, gdy zostaliśmy rodzicami. Te wszystkie irytujące sygnały na etapie żądań mają jedynie pomóc nam, abyśmy przypomnieli sobie o umowie zrodzonej z miłości i ponownie ją wybrali.
SIEDEM PODSTAWOWYCH PRÓŚB NASZYCH DZIECI
Jakie są szczegóły tego pierwotnego kontraktu? Co dokładnie podpisaliśmy?
Jak już wspomniałem, istnieje siedem próśb. Siedem podstawowych próśb, z którymi zwracają się do nas nasze dzieci. Do nas i do nikogo innego. Słuchanie tych próśb i nieustanne wyrażanie zgody, aby zająć nasze miejsce odpowiedzialnego dorosłego, którego podpis widnieje w pierwotnym kontrakcie, pomagają nam żyć z naszymi dziećmi w miłości. Dzięki wysłuchiwaniu tych siedmiu próśb, dotyczących siedmiu obszarów życia, będziemy mogli nieustannie swoje dzieci od nowa zapewniać, że nasze działania nie wypływają z lęków, lecz z wrażliwości oraz miłości do nich i do nas samych.
Przede wszystkim powinniśmy poznać te siedem próśb w całej ich okazałości. Dlatego przedstawiam je tu tak, jak moim zdaniem wyraziłyby je dzieci na początku swego życia, gdyby tylko mogły ubrać uczucia w słowa. Siedem próśb naszych dzieci pomaga nam przypomnieć sobie sens tej samej historii każdej relacji rodzica i dziecka. Nadają one głębokie i emocjonalne znaczenie wielu drobnym, czasem irytującym chwilom długiej podróży, podróży życia, którą rodzic i dziecko odbywają razem. Można ich też użyć jako siedmiu kluczy do słuchania. Słuchania naszych dzieci i nas samych.
Wszystko, co dzieje się w domu i w sercu, odzwierciedla ukrytą lub jawną rozmowę, która toczy się w naszej rodzinie, właśnie wokół jednej z tych siedmiu próśb.
Pierwsza prośba – by czuć się zadomowionym we własnym życiu
„Mamo, tato, proszę, abym mógł czuć, że tutaj, na tym świecie,
na który mnie zaprosiliście, jestem u siebie.
Chciałbym czuć, że ten świat jest naszym domem, waszym i moim,
światem obfitości, który zaspokaja wszystkie nasze potrzeby,
światem, w którym wszystko dzieje się dla nas i dla naszego dobra.
Czuć, że w tym domu jest miejsce na wszystko, czym jestem.
Wszystkie moje mocne strony, problemy, emocje, myśli
i najstraszniejsze lęki.
Proszę, abym mógł zamknąć oczy i ułożyć się w waszych ramionach,
oprzeć się o was i wiedzieć, że nie stanie mi się krzywda, nie upadnę,
że jestem chroniony i bezpieczny – bezwarunkowo.
Gdy jest zimno i gdy jest ciepło.
Gdy jesteście weseli i gdy jesteście smutni.
Gdy wiecie i gdy jesteście zdezorientowani.
Gdy jesteśmy w domu i gdy jesteśmy na ulicy.
Gdy są pieniądze i gdy ich nie ma. Gdy wszystko się układa,
a także gdy nic nie idzie po naszej myśli.
Gdy jestem radosny i miły i gdy jestem irytujący i agresywny –
abym mógł się czuć spokojny i chroniony, cichy i bezpieczny.
Proszę, abym mógł czuć, że wszystko jest naprawdę w porządku.
Czuć, że mogę ufać i że jestem u siebie w domu
przez cały czas i w każdym miejscu na świecie”.
Druga prośba – by doświadczać przyjemności, witalności, zabawy, pasji
„Proszę, abym mógł czuć smak życia,
razem z wami chłonąć radość z naszego istnienia tutaj,
na tym świecie, zamykać oczy i otwierać je,
bez trudu czerpać obfitość nektaru,
który karmi mnie lepiej niż wszystko,
przyjemności, która stanowi sedno mojego istnienia.
Chcę jeść – bo to sprawia przyjemność.
Bawić się i śmiać – bo to przynosi radość
i dzięki temu czuję, że żyję.
Chcę zanurzać dłonie we wszystkich materiałach,
rozsmarowywać makaron po stole, wskakiwać w błoto,
mazać się farbą, biegać nago w deszczu.
Bawić się z rozkoszą wszystkim, co istnieje,
czuć i wyrażać pragnienia i namiętności,
doświadczać dzikości i burzy, i ognia, którymi jestem.
I dotykać – dotykać swobodnie i z przyjemnością wszystkiego,
co jest mi miłe, wszystkiego, co mnie przyciąga.
Razem z wami czuć, że dobrze jest w tym życiu,
w tym domu, na tym świecie.
Czuć głęboką, namacalną więź z życiem,
więź, która istnieje we mnie, nawet gdy nie ma celu
lub przyczyny poza radością, moim kompasem,
źródłem mojej prawdy, siły i twórczości”.
Trzecia prośba – by czuć iskrę wyjątkowości
„Proszę, abym mógł się czuć cudowny
i wyjątkowy taki, jaki jestem.
Czuć, że jestem niczym słońce, centrum wszechświata,
źródło światła dla wszystkich, którzy mnie otaczają.
Chcę świętować razem z wami, bez wysiłku,
to, co wyjątkowe i cudowne w każdym z nas.
Zważać na odcienie każdej emocji, prawdę w każdym uczuciu,
znaczenie, które jest w każdym czynie,
piękno w każdym dźwięku, siłę w każdym kształcie.
Szanować granice, potrzeby i preferencje, moje i wasze,
każdego, kto żyje z nami.
Żyć lekko i prosto, być w pełni obecnym, na scenie.
Być hojnym i elastycznym przewodnikiem mojego życia.
Świętować piękno i wyjątkowość, którymi jestem.
Właśnie taki, jaki jestem”.
Czwarta prośba – by czuć wspólnotę, w głębokiej bliskości
„Proszę, abym mógł czuć bliskość bez granic, w sobie.
Chcę czuć głębokie partnerstwo z każdym, kto ze mną jest.
Czuć braterstwo dwóch dusz, odsłonięcie, bezbronność
i niezrównaną siłę w prawdziwym partnerstwie.
Czuć, że jesteśmy razem. Czuć, że mnie wybraliście,
że wasz wybór, aby być ze mną, płynął z serca.
Wybór otwartych oczu, wybór z bliska,
jak delikatny taniec w ciemności, dłoń w dłoni, wybór tak silny,
tak jasny, że nie potrzebuje ziemi, nie zależy od niczego,
że sam jest źródłem siły i ciszy, i ruchu z chwili na chwilę.
Chcę czuć nasze partnerstwo,
chcę spoglądać z łatwością i łagodnością w oczy,
proszę, abyście patrzyli na mnie, w głąb mnie,
chcę tańczyć swobodnie, z otwartym sercem,
nawet gdy oczy mam zamknięte, z łatwością oddawać siebie
ze wszystkimi moimi emocjami i uczuciami,
z moją siłą i moimi słabościami, w największej celebracji,
jaka istnieje, dwojga ludzi, krwi i kości… razem”.
Piąta prośba – o wolność wypowiedzi
„Proszę, abym mógł wydobyć na świat wszystko,
co we mnie.
Jak źródło, które z łatwością toruje sobie drogę
z wnętrzności ziemi, rozszerza się i wylewa niczym wodospad…
Proszę, abym mógł po prostu płynąć, z ciemności do światła.
Szybko lub powoli, łagodnym strumieniem lub z furią,
o każdej porze i w każdej chwili, która mi odpowiada,
chcę czuć, że moje wnętrze jest tu mile widziane,
na zewnątrz z wami na świecie – bezwarunkowo.
Chcę móc wyrażać swoje myśli, uczucia, pragnienia i lęki.
Moją prawdę, dziki ogień, którym jestem,
burzę i zamęt we mnie, bez zahamowań…
Chcę czuć, że jesteście kochającą widownią dla wszystkiego,
co się ze mnie wydobywa,
czuć, że w naszym domu to, co w środku, i to, co na zewnątrz,
jest podobne, splecione.
Że głos jest swobodny, ruch płynie, bez wahania,
nie trzeba sprawdzać, czy jest to właściwe, czy już nadszedł czas,
czy jest dość ładne, czy całkiem odpowiednie…
Chcę wiedzieć, że nasza rodzina zgadza się widzieć,
słyszeć i czuć to, co zrozumiałe, i to, co groźne,
to, co delikatne, i to, co toporne.
Chcemy spotkać to wszystko tu na zewnątrz, pod niebem”.
Szósta prośba – o wolność myślenia
„Proszę, abym mógł latać…
Wznieść się i szybować siłą mojej wolnej myśli,
bawić się nieskończonymi możliwościami, wyobrażać sobie,
wymyślać, patrzeć w dal,
wymarzyć siebie, wymarzyć swoje życie.
Proszę, aby mógł razem z wami czuć magię istnienia.
Patrzeć na bryłę gliny i ujrzeć w niej tygrysa, wiedzieć,
że w tej kałuży jest wieloryb, że mogę galopować na dzikim koniu,
że mogę wszystko.
Słyszeć głosy, które nie wszyscy słyszą,
widzieć obrazy, które tylko ja rozumiem,
i czuć się jak u siebie w domu we wszystkich tych światach
ukrytych przed wzrokiem.
Gdy coś czuję, proszę, abyście podążyli za moimi uczuciami,
a gdy wy czujecie, ja podążę za waszymi, nie trzeba wyjaśnień.
Razem z tobą, mamo, razem z tobą, tato,
chcę móc czuć i świętować to, co w nas zaczarowane,
cieszyć się magiczną różdżką, z którą tu przybyliśmy,
z pomocą której wydobywamy wodę ze skały i tworzymy
nową rzeczywistość z niczego.
Chcę czuć, że lecicie ze mną, że jesteśmy niczym rodzina żurawi
odkrywających nowe przestrzenie niewinności i inspiracji, wiary
i głębi, niespodzianek, możliwości i magii…”
Siódma prośba – o wolność istnienia
„Mamo, tato… Proszę, abym mógł być.
Chcę być wszystkim, czym jestem. Tutaj, teraz. Z wami.
Jestem małą istotą, a zarazem wielką duszą i mogę wszystko,
i nie mogę nic, i…
Chcę czuć waszą wdzięczność za istotę waszego istnienia,
za istotę mojego istnienia, prostą i swobodną wdzięczność
za to, co istnieje poprzez nas.
Proszę, abyście patrząc mi w oczy, widzieli,
że jestem zarazem mały i duży,
że jestem cudem stworzenia, ucieleśnieniem miłości,
w moim ciele, w moich ruchach,
w moich trudnościach, w moich wyborach.
Żebyście spojrzeli na siebie i zobaczyli cud stworzenia,
którym jesteście,
istotę waszego istnienia jako błogosławieństwo
dla całego wszechświata.
Proszę, abyśmy razem sprawili, by to, co wzniosłe w nas,
zaistniało tutaj, w naszej świątyni, w której żyjemy
i oddychamy codziennie, godzina po godzinie,
w drodze do przedszkola, w kolejce do kasy, gdy kładziemy się
spać wieczorem i gdy wstajemy rano do pracy, do szkoły…
Proszę, abyście zgodzili się, z prostotą i łatwością,
bez tej odwiecznej powagi, żyć ze mną jako bogini i bóg,
partnerzy w stworzeniu,
i pozwolili mi żyć z wami jako dziecko bogów, także tu na ziemi.
Amen”.
OTWARTE PYTANIA
Oto siedem próśb. Niczym siedmioro drzwi, które chcą pozostać otwarte, każde dla wyjątkowego rodzaju miłości, która ma przez nie przechodzić. Jak każde drzwi można je otworzyć na oścież, można zamknąć na klucz, można też przystanąć w progu i nie podejmować decyzji. Troszkę przymknąć, troszkę uchylić. Można także o nich zapomnieć. Jako dorośli często zapominamy o drzwiach, które zatrzaskiwano nam przed nosem raz za razem, gdy byliśmy dziećmi.
Zapominamy zwłaszcza o tym, jak bardzo prosiliśmy i czekaliśmy, pragnąc, aby wreszcie nam je otworzono. Każda z tych próśb jest w istocie jednym z obszarów dialogu toczącego się nieustannie między dzieckiem a jego rodzicami. A każda głęboka trudność, którą dziecko wywołuje w życiu rodziny, ma ukazać pytanie dziecka z danego obszaru, dotyczące danej prośby.
Kiedy zrozpaczona dwunastolatka biegnie z płaczem do swojego pokoju po wielkiej kłótni z mamą, można by z łatwością pomyśleć, że to pewnie tylko spór dotyczący podziału domowych obowiązków. Lecz gdy ciągłe awantury zakłócają życie całej rodziny i stają się murem oddzielającym dziewczynkę od matki, bardzo możliwe, że czuje ona, że jej pierwsza prośba nie jest spełniona. Kiedy biegnie z krzykiem do swojego pokoju, tak naprawdę pyta, być może po raz tysięczny: „Czy to prawda, co kiedyś czułam przy tobie? Że mam dom na tym świecie, że ktoś mnie chroni i mam się na kim oprzeć? Czy to jeszcze prawda?”. To, co jej matka zrobi w tej chwili, a zwłaszcza to, co czuje, da dziecku odpowiedź na jego pytanie.
Podobna rozmowa toczy się w zupełnie innym domu. Tam pada pytanie związane z drugą prośbą, prośbą o przyjemność i zabawę. Siedmioletnia dziewczynka zadaje je z szeroko otwartymi brązowymi oczami, pełnymi łez, gdy jej tata wchodzi do łazienki i widzi glazurę na ścianach wysmarowaną „tajemną pastą”, którą jego córka zrobiła z błota, szamponu i pianki do golenia. „Czy to prawda, co czuję – że przyszłam na ten świat, aby się cieszyć? Że moje ciało i życie dano mi dla zabawy i przyjemności?”
Rozentuzjazmowany trzyletni chłopiec, który szaleńczo przeskakuje ze stołu na kanapę, zadaje tak naprawdę pytanie związane z trzecią prośbą: „Cieszysz się, że jestem cudowny i wyjątkowy w moich oczach taki, jaki jestem?”. Obserwującemu z boku wydaje się, że mowa o kolejnym nieokrzesanym, „niewychowanym” dziecku, zaabsorbowanym sobą, ale w tej rodzinie to konkretne dziecko utraciło pewność, czy może nadal czuć się wyjątkowe, ponieważ żyje w ograniczeniu matki, która została oderwana od swojej wyjątkowości, która jest zupełnie nieobecna i nie kieruje ich wspólnym życiem. Chłopiec skacze, zachowuje się ryzykownie, a czasem doprowadza ją do szału tylko po to, by zapytać: „Mamo, jesteś tu?”. Pragnie uzyskać jej jasność i determinację, prostą obecność, która cechuje spełnienie trzeciej prośby.
Gdy ośmioletni chłopiec upiera się, aby bawić się tylko z jednym z kolegów w danej chwili, i nie zgadza się, by go odwiedzano, kiedy jest u niego inny kolega, zadaje tak naprawdę pytanie związane z czwartą prośbą: „Czy można otworzyć się, kochać i dawać siebie bez sprawowania kontroli? Czy naprawdę wierzycie, mamo i tato, że bliskość jest bezpieczna, a nawet przyjemna? Że warto być razem, także nie wiedząc, dokąd to prowadzi?”. Można by pomyśleć, że ten sam chłopak w wieku czternastu lat, który nosi tylko czarne ubrania, słucha wyłącznie muzyki, której jego rodzice nie znoszą, i przez większość czasu wygląda na pogrążonego w depresji, przeżywa nastoletni bunt bądź próbuje „zwrócić na siebie uwagę”, a może chce zaimponować dziewczynom ze szkoły. Jednak tak naprawdę ten konkretny chłopak zadaje pytanie związane z piątą prośbą – tą, która dotyka wolności wypowiedzi. I to pytanie jest skierowane do jego rodziców. Owszem, powiedzieli mu, jak ważne jest wyrażanie emocji i jak cudownie jest tworzyć sztukę, lecz on tak naprawdę nie czuje, że otrzymał odpowiedź, i coraz natarczywiej pyta: „Czy akceptujecie to, co czuję? Naprawdę uważacie, że wszystkie moje pomysły, także te mroczne i przerażające, ten cały gniew, który mnie wypełnia i grozi tym, że się wyleje, i panika na myśl o dorastaniu i przyjęciu odpowiedzialności, czy w waszych oczach wszystko, ale to wszystko, czym jestem, naprawdę zasługuje na swobodne i dokładne wyrażenie tu na świecie, tu w domu przy was?”.
Gdy pięcioletnia dziewczynka zaczyna tracić kontakt z przedszkolanką w trakcie rozmowy i w głębi serca jest szczerze przekonana, że tę sukienkę (własność przedszkola) dostała w prezencie od zmarłej babci, jest to jej sposób na pokazanie, że ma problem z szóstą prośbą, dotyczącą wolności myślenia. Jej tata podśmiewa się z niej w duchu, gdy córka opowiada o swoim poprzednim wcieleniu, w którym była księżniczką, więc dziewczynka sięga do coraz skrajniejszych rozwiązań, aby dać upust wyobraźni, a nawet zaczyna tracić kontakt z rzeczywistością tylko po to, by zapytać: „Powiedz, tato, czy wolno myśleć to, co się chce? Naprawdę ci się podoba, że wyobrażam sobie rzeczy, których nikt nie widzi? Czy to w porządku, że mam całe własne światy?”.
Sześcioletni chłopiec, który stale ucieka z domu na łąkę i do lasu, tak naprawdę zadaje rodzicom pytanie związane z siódmą prośbą. Gdy oddala się znów od zgiełku innych dzieci i szuka samotności, rzeczywiście pyta rodziców: „Gdzie jest świętość w naszym życiu? Dlaczego z niej zrezygnowaliście, dlaczego wszystko w naszym życiu jest takie miałkie i bezcelowe? Nie chcę rezygnować z tego połączenia z nieskończonym, z ekscytującej wdzięczności, z którą się urodziłem, z zachwytu na widok dywanu gwiazd na nocnym niebie na pustyni, ruchu kameleona czy kropli deszczu lecących na wietrze. Czy to was w ogóle interesuje? Czy pamiętacie, jak cudowne jest nasze istnienie tutaj?”.
Te siedem próśb przypomina siedem portali, przez które nawiązujemy relację i kontakt i kreujemy swoje życie w materialnym świecie. Dzieci zawsze prosiły i będą prosić rodziców, aby na te prośby odpowiadali.
Można myśleć o nich jako o siedmiu kolorach tęczy. Niczym światło, które „rozbiło się” na siedem barw, tak również miłość, która chce płynąć od rodziców do ich dzieci, „rozbija się” na siedem odcieni, jak siedem otwartych dróg dawania miłości. Oblicza każdej kultury, charakter każdej rodziny odzwierciedlają tak naprawdę miejsce każdej prośby w danej kulturze, w danej rodzinie. Sposób, w jaki odpowiada się lub nie na każdą z próśb w danym społeczeństwie, staje się jego „barwą”, odbijającą się w nurcie przekonań, które zwykliśmy utożsamiać z kulturą skandynawską czy japońską bądź z tą właściwą mieszkańcom północnej części Tel Awiwu."
Więcej przeczytasz w naszej książce „Cud rodzicielstwa”:
[product id="22002, 24567"]
Poznaj nasze książeczki Niuniuś - o emocjach małego dziecka:
[product id="23455, 23512, 23528, 24390, 24392, 23591, 23455, 23692, 24390, 24392, " slider="true"]
Poznaj naszą Serię Rodzicielską – tworząc ją myśleliśmy o tym, czego najbardziej potrzebują rodzice.