Przejdź do głównej treści
Produkty w koszyku: 0. Zobacz szczegóły

Twój koszyk jest pusty

Otwórz wyszukiwarkę
Szukaj
Zamknij wyszukiwarkę Wyczyść Szukaj
Produkty w koszyku: 0. Zobacz szczegóły

Twój koszyk jest pusty

Otwórz wyszukiwarkę
Szukaj
Zamknij wyszukiwarkę Wyczyść Szukaj

Dziecko prosi tylko o to, czego nie ma - fragment książki „Cud rodzicielstwa”

Dziecko mówi do swych rodziców: „Nie chcę wywoływać trudności. Proszę tylko o to, co mi się należy, a czego nie mam. Zaakceptujcie ten fakt. Kocham was i jestem zależne od waszej miłości, i powtarzam swoją prośbę do was. W ten sposób jestem wierne sobie. W ten sposób jestem dzieckiem. Proszę was, ponieważ wiem, gdzieś w głębi, że znajdziecie sposób, aby mi odpowiedzieć”.

  • dodano: 01-12-2023
Dziecko prosi tylko o to, czego nie ma - fragment książki „Cud rodzicielstwa”

"Cud rodzicielstwa" nie jest typowym poradnikiem – nie ma w nim rad. Są tu raczej słowa, w które warto się wsłuchać (to trudniejsze niż zrobienie czegoś według instrukcji), by uświadomić sobie, co jest ważne w byciu człowiekiem i rodzicem. Żeby ujrzeć własne dziecko w całej jego istocie, pięknie i potencjale, zobaczmy również to niewinne, dobre i mądre dziecko w sobie.

Autor wyróżnia siedem niewypowiedzianych próśb dzieci do rodziców. Są to pragnienia uniwersalne, stanowiące podstawę egzystencji człowieka. Dlaczego rezygnujemy z nich w procesie wychowania na rzecz przekonań i społecznej poprawności? Wróćmy do źródła. Stwórzmy nowy początek wraz z powołanym przez nas życiem.

 

Przeczytaj fragment książki Cud rodzicielstwa” 

 


  Kup książkę taniej w pakiecie:

 [product id="24488, 25233"]

 


 

DZIECKO PROSI TYLKO O TO, CZEGO NIE MA

Dziecko mówi do swych rodziców: „Nie chcę wywoływać trudności. Proszę tylko o to, co mi się należy, a czego nie mam. Zaakceptujcie ten fakt. Kocham was i jestem zależne od waszej miłości, i powtarzam swoją prośbę do was. W ten sposób jestem wierne sobie. W ten sposób jestem dzieckiem. Proszę was, ponieważ wiem, gdzieś w głębi, że znajdziecie sposób, aby mi odpowiedzieć”. 

Dziecko prosi tylko o to, czego nie ma. To cenny klucz, który umożliwia zanurzenie się w rodzicielstwie i odkrycie fundamentalnych potrzeb – własnych i dziecka. Pamiętając o tym, możecie przejść z dowolnej sytuacji, dowolnego etapu i dowolnego miejsca, w którym utknęliście, do kreatywności: dziecko prosi, żąda i komplikuje życie rodziców tylko wtedy, gdy czegoś mu bardzo brakuje. A czego tak naprawdę brakuje? Aby usłyszeć delikatne dźwięki piosenki, musimy czasem zamilknąć, żeby zaś dowiedzieć się, o co tak naprawdę prosi nas nasze dziecko, musimy posłuchać. 

Niełatwo mi powiedzieć to Szlomo, który przychodzi do mnie w głębokiej rozpaczy. Próbuje uszczęśliwić syna na tak wiele sposobów, dać mu wszystko, co tylko może, lecz nic nie działa. Szachar, jego siedmioletni syn, dalej jest „niegrzeczny”, krzyczy na ojca, bije starszego brata, nie pozwala nawet posiedzieć w spokoju w łazience. Od chwili, gdy wsiada do samochodu po szkole, aż do zaśnięcia o jedenastej wieczorem Szachar nie odpuszcza ani na chwilę; potrzebuje ciągłej uwagi i wpada w szał, jeśli jego ojciec spędzi choć chwilę ze starszym synem, wyjdzie na papierosa czy zechce porozmawiać przez telefon. 

Szlomo trudno jest tego słuchać, ponieważ z jego perspektywy wygląda to tak, że przez dwa dni w tygodniu, które Szachar spędza z nim, on niemal całkowicie angażuje się w zaspokajanie potrzeb syna. „Mówisz mi, że stał się nieznośny, bo chce czegoś, czego nie ma? Co jeszcze mogę zrobić? Czego mu brakuje?”, pyta. 

Sugeruję Szlomo, że przede wszystkim powinien zaakceptować fakt, że gdy Szachar uprzykrza mu życie, rani siebie samego o wiele bardziej niż ojca. Zwykle łatwo to przeoczyć, gdy mamy do czynienia z dzieckiem, które niszczy życie rodziców. Szachar, u którego kilka lat temu zdiagnozowano poważne zaburzenia koncentracji uwagi, urodził się, gdy jego rodzice nie chcieli już być razem. Przyszedł na świat, w którym był tak naprawdę zbędny; połączył dwoje ludzi pragnących tylko znaleźć się jak najdalej od siebie. Przez wiele lat, w przedszkolu i później w szkole, był „szczególnym przypadkiem”. Rodzice musieli chronić przed nim dzieci znajomych i wstydzili się jego hałaśliwości, zmieniającej miłe towarzyskie spotkania w bitwę między dziećmi a rodzicami, którzy mogli robić współczujące, oświecone miny, lecz w drodze powrotnej w samochodzie zgadzali się, że lepiej będzie nie rzucać ich dzieciom kolejnego „wyzwania”, zmuszając je do kontaktu z Szacharem.

Szachar jest już poraniony w głębi duszy przez tę rolę psującego zabawę, którą nadał mu świat. Jedno krzywe spojrzenie jego ojca, gdy chłopiec ze złością przewraca talerz podczas kolacji – do tego momentu miłej – wtrąca go znów w otchłań, z której tak bardzo chciałby zostać uratowany. 

Ojciec widzi w tym tylko jedną katastrofę – kolacja została zepsuta. Dla Szachara jest to katastrofa podwójna. Po pierwsze, posiłek został zrujnowany. Po drugie, zniszczenie dotknęło także ojca. Mój tatuś, mój bezpieczny ląd, także doznał obrażeń. 

Przypominam Szlomo o tym, aby wyjaśnić mu, że jeszcze zanim zrozumiemy, o co prosi Szachar, możemy spojrzeć na sytuację z jego perspektywy. Możemy poznać podwójną katastrofę, której doświadcza chłopiec, gdy zarówno posiłek, jak i ojciec obracają się w ruinę. Czuję, że wystarczy, jeśli zgodzimy się, że gdyby tylko Szachar miał jakiś sposób, aby zapobiec temu zniszczeniu – skorzystałby z niego. Ale nie ma.

Proszę Szlomo, by dał sobie przynajmniej trzy dni na podróż z Szacharem, pobył z nim bez przerwy. Mężczyznę przeraża ten pomysł. Ponieważ jest oddany synowi, chce rozpocząć misję natychmiast, lecz ja obstaję przy tym, że jak długo widzi w tym misję, lepiej, by na nią nie wyruszał. Odkładamy ideę podróży i dopiero kilka miesięcy później, gdy Szlomo jest już w stanie wyobrazić sobie przebywanie z Szacharem przez trzy dni z rzędu i reaguje z radością oraz zaciekawieniem, nadchodzi czas, by przystąpić do działania. Do tej podróży nie dołączy żaden znajomy ani członek rodziny; tata nie będzie próbował zabawiać Szachara, a Szachar nie będzie się zachowywał, jakby ciągnięto go wbrew jego woli. To trzy dni spotkania.

Fakt, że w tej podróży Szlomo zobaczył inne dziecko, spokojne, wrażliwe i komunikatywne, z którym przyjemnie było spędzać czas, pomógł nam dostrzec, że Szachar naprawdę prosił o coś, czego nie miał. Ponieważ podczas tej wycieczki dostał to, czego nie miał, nie potrzebował tego całego zamętu, który zwykle wykorzystywał, aby zasygnalizować, że czegoś mu brakuje.

A czego mu brakowało? O co prosił Szachar? „Abyśmy byli tylko we dwóch, tylko ja i tata, przez całe moje życie”? Niezupełnie. Gdy Szachar wyładowywał złość na starszym bracie, gdy „niegrzecznie” rozkazywał ojcu, aby się z nim pobawił, czy gdy wywracał talerz – prosił, aby go zauważono. Przez wiele lat żył z poczuciem, które prawie (tylko prawie, bo nigdy nie zrezygnował; pozostał na etapie żądań) zmieniło się w przekonanie, że tak naprawdę nie istniał. Że był zbędny. Był utrapieniem. Brakowało mu czegoś niezbędnego dla naszej zdrowej egzystencji – poczucia, że jest wyjątkowy, cenny, wartościowy.

Przez siedem chudych – i jedynych – lat życia Szachar raz za razem słyszał odpowiedź „nie!” na swoją trzecią prośbę. Nie, nie jesteś ważny. Nie, nie jesteś wyjątkowy. Nie, nie ma powodu, aby cię podziwiać, nie ma powodu, by się tobą ekscytować. Jesteś poddawany sprawdzianowi. Dostaniesz swoje miejsce, jeśli się zmienisz. Jeśli staniesz się spokojniejszy, bardziej posłuszny, milszy. Ale nie taki, jaki jesteś. Poprzez niemal wszystkie swoje bolesne zachowania Szachar prosił ojca, aby się obudził. 

Gdy jego ojciec zaczął budzić się jako mężczyzna i rozpoczął nowy związek z kobietą, która w przeciwieństwie do matki Szachara ceniła go oraz ekscytowała się nim, wzmocniło to nadzieję Szachara na zmianę i zaczął wyrażać swoje żądanie w bardziej radykalny sposób, jakby próbował powiedzieć: „A co ze mną? Dałeś sobie lodowy rożek, uczucie, że jesteś cudowny i wyjątkowy taki, jaki jesteś. Ale co ze mną?”.

Szachar prosił o coś więcej. Coś wciąż związanego z trzecią prośbą. Chciał spotkać swojego ojca. Tak, tak. Nie tylko przebywać z nim w tym samym pomieszczeniu, lecz spotkać kogoś dorosłego z kręgosłupem, kogoś pewnego siebie i szanującego swoje życzenia.

Do tej pory Szachar znał dwóch Szlomo. Jeden z nich bał się go, dystansował się od niego i próbował kontrolować, tresować. Drugi zamykał się i oddalał, a czasem znikał na kilka tygodni, osłabiony i zrozpaczony obecnością małego potwora, który pojawił się w jego życiu. Aby móc zaufać sobie i swojej ścieżce, przestać rujnować życie innych i aby po prostu zostać dostrzeżonym, Szachar musiał spotkać zupełnie innego Szlomo. Pewnego siebie. Tego, który nie był przytłoczony i nie rozpaczał, gdy jego syn miotał się w złości przy stole.

To wcale nie jest takie proste. Powiedziałem Szlomo, że nie mam pewności, czy sam potrafiłbym to zrobić. „Ale to w porządku, bo nie ja jestem ojcem Szachara. Nie mnie się o to prosi, lecz ciebie. Szachar nadal wierzy, że jesteś w stanie to zrobić”.

Gdy Szachar powodował kłopoty, prosił o coś, czego mu brakowało. Brakowało mu poczucia, że możemy ufać sobie na tym świecie. Brakowało mu w życiu odpowiedzialnego dorosłego, który wierzył w siebie. Gdy tata i Szachar byli razem, to zwykle Szachar kierował ich spotkaniem, czasem poprzez swoje życzenia, a czasem poprzez kryzysy, które wywoływał. A Szlomo reagował. Bywało, że próbował uspokoić syna. Niekiedy poddawał się w rozpaczy i odsuwał na bok. Czasem zbierał siły i próbował narzucić dyscyplinę. Za każdym razem – reagował.

Ukrytą przyczyną awantur wszczynanych przez Szachara była nadzieja, że pewnego dnia ojciec usłyszy jego prośbę i się ocknie. Że wniesie do swego ojcostwa kreatywność i poczucie przygody oraz pewność siebie, które okazywał w innych obszarach. Szachar chciał kogoś, za kim mógłby podążać. To ważne dla dzieci w kontekście wszystkich siedmiu próśb, ale trzecia prośba – która w pełni odnosi się do naszego centralnego miejsca w świecie – jest zdecydowanie najważniejsza.

„Przyjdź do niego jako dorosły, jako mężczyzna, jako przywódca”, poradziłem Szlomo. „Musisz odkryć w sobie na nowo radość ze spotkania z nim, radość płynącą z przebywania razem. Gdy się rozsypie albo zacznie szaleć, zostań tam. Nie czekaj, aż się uspokoi, zanim wrócisz. Cokolwiek powiesz, czy będą to słowa podziwu, czy powiesz mu, czego chcesz czy o co go prosisz, niech wyjdzie to z twego wnętrza, od ojca, który kieruje tą relacją, a nie od zranionego dziecka w tobie, które pragnie tylko stąd uciec, aby znów go nie zmiażdżono”.

Łatwo powiedzieć… Ale da się to zrobić dzięki ogromnej cierpliwości i niewyczerpanej możliwości wybaczania samemu sobie, kiedykolwiek się wściekamy i wracamy do naszego dawnego wzorca zachowania. 


***

Tylko dziecko, które nie otrzymuje z łatwością tego, o co prosi, zmuszone jest próbować to zdobyć przez tworzenie trudności. Żadne dziecko nie chce utrudniać życia rodzicom. W każdej sytuacji, gdy dziecko staje się dla nich przeszkodą lub źródłem frustracji, to właśnie ono cierpi najbardziej. Gdy twoja córka nie chce nigdzie jechać, a wszyscy czekają – i złoszczą się, bo są spóźnieni na wesele, jest gorąco, klimatyzacja nie działa, a ona nadal się awanturuje – wydaje się, że przez nią inni cierpią bez powodu, lecz ona cierpi w dwójnasób. Mama i tata cierpią przez napięcie, nerwy, upał i kłótnię, ale ich córeczka cierpi dwa razy bardziej. Pierwszym powodem jej cierpienia jest napięcie, upał i kłótnia. Lecz drugim powodem, sprawiającym, że cierpi o wiele bardziej, jest to, że jej mama i tata cierpią.

Chociaż na pozór wydaje się, że nikt jej nie obchodzi, że jest skupiona na sobie, uparta i zawzięta, to czując frustrację rodziców, ich słabość i to, jak oddalają się od niej, doświadcza wewnętrznego trzęsienia ziemi. Czuje, że skała, na której oparte jest jej istnienie – jej silna matka i silny ojciec z ich namacalną miłością – właśnie w tej chwili drży i pęka.
A zatem istnieje powód. Za każdą trudnością, którą dzieci wnoszą do rodzinnego życia, stoi głęboki powód. Prawdziwy brak, podstawowa prośba, do tej pory niezaspokojona. Za walką, konfliktem czy ciągnącą się frustracją, które dzieci nam komunikują, ukrywa się wiele chwil, gdy prosiły, bez walki i bez ranienia kogokolwiek, o coś, na co my się nie zgadzaliśmy i czego, jak się okazuje, nie mogliśmy (wtedy) dać.

 


 

 Więcej przeczytasz w naszej książce „Cud rodzicielstwa”:

 [product id="22002, 24567"]

 


Poznaj nasze książeczki Niuniuś - o emocjach małego dziecka:

[product id="23455, 25343, 25388, 23512, 23528, 24390, 24392, 23591, 23455, 23692, 24390, 24392, " slider="true"]

Poznaj naszą Serię Rodzicielską – tworząc ją myśleliśmy o tym, czego najbardziej potrzebują rodzice.

[product category_id="513" slider="true" onlyAvailable="true"]
Wydajemy też barrrdzo niegrzeczne książki dla dzieci:
[product category_id="516" slider="true" onlyAvailable="true"]
Oraz książki dla najmłodszych:
[product id="23295, 23296, 24392, 27000, 27392, 26977, 24482, 25953, 27458" slider="true"]