Uwaga! Złość
Są sposoby radzenia sobie ze złością (swoją i bliskich), które nie ranią i nie krzywdzą. Książka pomaga zrozumieć i stosować te metody.
Lektura obowiązkowa, błyskotliwie merytoryczna i niezwykle wyzwalająca. Pokazuje, że nie da się żyć bez złości, a nawet nie warto do tego dążyć. Można ją natomiast zrozumieć.
Złość – wybucha jak wulkan. Jej rezultaty mogą być bolesne, stanowić źródło wstydu i poczucia winy. Jednak strategie unikania i zaprzeczania jej szybko okazują się nieskuteczne, a nawet niszczące.
Ta książka jest dla ciebie, jeśli:
- znowu nakrzyczałaś/eś na dziecko lub partnera,
- nie radzisz sobie z trudnymi emocjami dziecka,
- masz wyrzuty sumienia z powodu swoich gwałtownych zachowań,
- chcesz wiedzieć, jak radzić sobie ze złością w rodzinie.
Przeczytaj fragment książki „Uwaga! Złość”
[product id="25233, 27930, 20904"]
BLOKADY KOMUNIKACYJNE ALBO „KILLERY EMPATII”
Dlaczego złość z wyzwiskami i obrażaniem źle działa na relację? Podobny skutek co obelgi mają również użyte w złości uogólnienia w stylu „ty nigdy”, „ty zawsze” albo ocenianie osoby, a nie jej zachowania („Jesteś leniem”; „Nie można na ciebie liczyć”; „Ty nigdy nie słuchasz”; „Z tobą zawsze są kłopoty” itp.).
To robi różnicę Aby lepiej zrozumieć, co blokuje komunikację, a co do niej zachęca, wyobraź sobie przez moment, że jesteś dorastającym dzieckiem. Co dzieje się z twoją chęcią na awanturę, kiedy słyszysz po powrocie do domu:
• „Masz nas gdzieś!!!” (ocena).
• „Jest 23.00. Umówiliśmy się, że będziesz w domu o 22.00” (odwołanie się do faktu – bez jego interpretacji).
Wszystkie wymienione przeze mnie strategie na złość: i wyzwiska, i obrażanie, i krzywdzące uogólnienia nazywamy blokadami komunikacyjnymi. Blokady, zwane też barierami lub killerami empatii, są takimi komunikatami, które sprawiają, że u osoby, do której je kierujemy, pojawia się bunt, opór, chęć odwetu albo reakcje obronne – skulenie się, zamknięcie w sobie, a co za tym idzie – wrażenie klęski i obniżenie poczucia własnej wartości. Innymi słowy: blokady to paliwo dla niezdrowej złości. Jakie więc konkretnie komunikaty są blokadami?
Według Porozumienia bez Przemocy istnieją cztery rodzaje blokad:
1. Na wielu z nas jak czerwona płachta na byka działają wszelkiej maści osądy moralne i oceny („Jesteś flejtuchem”; „Przez ciebie się spóźnimy”; Nie szanujesz mnie”; „Źle wychowujesz dzieci”; „Bezczelny gówniarz”; „Bałaganiara”; „Nie można na ciebie liczyć itp.). Oceny wydają nam się czasem najświętszą prawdą, są jednak wyłącznie naszymi interpretacjami rzeczywistości. Kiedy zbyt często powtarzamy na temat dziecka jakąś ocenę, staje się ona etykietą. A stąd już tylko krok do samosprawdzającej się przepowiedni – no bo skoro mama czy tata uważają, że taki po prostu jestem, jaki więc sens się starać? Niech przynajmniej mają rację! I tak oto etykieta, która miała w założeniu motywować młodego człowieka do dbania o porządek, staje się przyczyną, dla której nie będzie się już tym porządkiem z własnej woli zajmował. Oceny ranią i są stresujące, o dziwo już samo słowo „ty” powoduje, że ciało odbiorcy się spina. Mamy oczywiście na tę blokadę różną tolerancję, niektóre zdania na własny temat bolą bardziej, innej mniej, a jeszcze inne wcale, ma też znaczenie, kto je do nas mówi. Od dziecka jesteśmy przyzwyczajeni do klasyfikowania, a więc i oceniania świata, wobec czego osądy na czyjś temat wydają nam się często jedynym sposobem na rozmawianie o tym, co nam nie pasuje. Wyssaliśmy je z mlekiem matki i raczej nie przestaniemy ich używać. Warto jednak pamiętać, że są one częstymi zapalnikami w złości – zarówno w naszym wewnętrznym procesie wykluwania się myśli zapalników, jak i w relacji z drugim człowiekiem. Czasem warto pokusić się o zastąpienie oceniania kogoś lub czyichś zachowań odniesieniem się do czystych, pozbawionych opinii obserwacji.
2. Bardzo silnym killerem porozumienia są porównania – jeśli ktoś kiedyś był porównywany do swojej siostry lub brata albo rodzice pytali go: „A co dostała Ola?”, zgodzi się zapewne ze mną, że porównania nie tylko nas złoszczą, ale też potrafią zepsuć relacje z osobami, do których jesteśmy porównywani.
3. Kolejną blokadą są żądania. To takie komunikaty, na które druga strona nie może odpowiedzieć „nie”. Jako rodzice mamy poczucie, że dzieci powinny wykonywać nasze polecenia. Jednocześnie w ludzkiej naturze mieszka taki chochlik, który właśnie wtedy, kiedy ktoś czegoś od nas żąda, naciska guzik „Opór” (albo „Figa z makiem”) i uruchamia całą naszą kreatywność, aby to żądanie obejść – albo wprost, albo przez pojawienie się konkurencyjnego żądania („Natychmiast do łóżek!” – „Mamo, pić!”). Żądania naruszają nasze poczucie wewnętrznego dobrostanu, więc złość będzie często ich konsekwencją. Chciałabym również podkreślić, że nie jestem zwolenniczką rodzinnych systemów, w których każdy robi to, co chce i kiedy chce, albo w których dzieci dyktują, co będzie zrobione najpierw, a co nie będzie zrobione wcale. Żądania kierowane w stronę rodziców to też żądania i ich wpływ na nasze relacje jest taki sam. Wierzę jednak – i sprawdziłam to w praktyce – że jeśli do rodzinnych rozwiązań dochodzimy na drodze rozmów oraz słuchania tego, co dla każdej ze stron jest ważne, chęć do współpracy w rodzinie wzrasta, a żądania po prostu przestają być potrzebne. Kiedy chcemy zająć się np. tematem wcześniejszego chodzenia spać, podziału obowiązków domowych czy odrabiania lekcji, zaczynamy od rozmów, czasem nawet zwołujemy rodzinny okrągły stół, słuchamy wszystkich, włączamy członków rodziny w wymyślanie sposobów, jak dany problem rozwiązać, i wybieramy te z nich, które są dla nas do zaakceptowania. Ponieważ wszyscy włożyliśmy energię w ich powstanie, jesteśmy skłonni brać za nie odpowiedzialność. Naprawdę ważnym elementem takich rodzinnych rozmów jest słuchanie. Wydawać by się mogło, że to banalnie prosta umiejętność. Ale w praniu okazuje się, że wcale nie. Podstawowe ćwiczenia na słuchanie bez przerywania i oceniania (zwłaszcza opinii, z którymi się nie zgadzamy) dość często zaskakują uczestników warsztatów – są dla nich wyzwaniem. Jak więc słuchać, aby druga strona miała poczucie, że jest słyszana? (Te zasady sprawdzą się także w momencie, w którym słuchamy rozzłoszczonego dziecka albo partnera i chcemy drugiej stronie pomóc w „uspokojeniu gada”):
Kiedy słuchasz, słuchaj
Bez przerywania, komentowania, interpretowania. Jeśli chcesz coś powiedzieć, raczej powtarzaj, co słyszysz, i nazywaj pojawiające się uczucia, niż proponuj rady, rozwiązania czy swój komentarz, kiedy to nie jest twój czas na wypowiedź jako strony („Wyobrażam sobie, że jesteś zła, to musiało być naprawdę przykre”; „Widzę, że to cię zezłościło”; „Mówisz, że kiedy nie odbierałam telefonu, byłeś bardzo zły” itp.). Pomyśl sobie, że to czas dla drugiej strony i niczego nie musisz robić. Samo wysłuchanie to bardzo, bardzo dużo, a zdarza się niezwykle rzadko.
Magia słuchania
Może się przydać podczas kłótni, kiedy nie chce się zareagować nawykowo, ale inaczej zarządzić sobą i złością.
- Gdy słyszysz słowa, które cię denerwują, daj sobie chwilę. Odetchnij głęboko kilka razy. Skup się na słuchaniu, a nie na myśli, że to o tobie.
- Spróbuj usłyszeć, o co chodzi drugiej stronie. Powtórz swoimi słowami, lecz jak najwierniej, bez dodawania żadnych opinii, to, co usłyszałaś/eś. Początkowo może to być trudne i powodować większe napięcie (np. pojawi się więcej złości), ale w miarę słuchania emocje będą maleć
- Może uda ci się dotrwać do momentu, w którym rozmówca da sygnał, że czuje się usłyszany – rozpoznasz to po jego rozluźnieniu, głębszym oddechu, sygnałach wysyłanych w twoją stronę, mniejszej liczbie słów. To dobra chwila, aby zadać pytanie: „Czy chciał(a)byś usłyszeć, jak to wyglądało z mojej strony?”.
- Pomocne dla drugiej strony będzie poczucie, że jesteście w kontakcie – patrz na rozmówcę, odłóż telefon, nie mieszaj w garnku, pozwól sobie na pokazanie, że słyszysz: kiwnij głową, pochyl się w stronę osoby mówiącej albo przykucnij, jeśli jest ona małym dzieckiem.
4. Jest jeszcze blokada stanowiąca uchylanie się od odpowiedzialności. Chodzi o te wszystkie zdania, w których powołujemy się na jakichś „onych” albo jakieś „powinności”, aby uzasadnić to, co robimy drugiej stronie: „Nie pozwalam ci tam iść dla twojego dobra”; „Mówię ci to tylko dlatego, że powinnaś to usłyszeć”; „Dzisiejszy świat wymaga, żebyś przynajmniej miał maturę zdaną na 80%, jeśli chcesz coś osiągnąć” itp. Ta blokada często przeradza się w awantury, zwłaszcza jeśli dotyczy nastolatków. Jest to całkowicie zrozumiałe, w okresie dorastania bowiem autorytet rodziców z hukiem spada z piedestału, dzieci zaś dyskutują z porządkiem świata i szukają w nim swojej drogi.
„Brudna dwunastka”
Być może łatwiej będzie wam dostrzec blokady w rodzinnej komunikacji, kiedy zapoznacie się z klasyfikacją Thomasa Gordona, psychoterapeuty i doradcy rodzinnego, autora wielu książek o komunikacji (m.in. Leader Effectiveness Training [Umiejętność przewodzenia w grupie – tłum. E. T.-K.], Wychowania bez porażek czy Wychowania w samodyscyplinie), który killery empatii nazwał „brudną dwunastką”: „Brudna dwunastka” Thomasa Gordona:
1. Krytykowanie („Nie postarałaś się za bardzo”). Dlaczego potrafi zadziałać jak zapalnik? Chyba nie trzeba wyjaśniać.
2. Przezywanie („Histeryczka!”). Tu też raczej mamy jasność – nikt nie lubi być etykietowany, w dodatku ogólnie, jako osoba.
3. Stawianie diagnoz („Jesteś roztrzepany jak tata”). To znowu ocena, często zresztą połączona z porównaniem. Świetny zapalnik do rozpętania kolejnej wojny domowej.
4. Pochwała połączona z oceną („Jaka grzeczna dziewczynka”). Dzieci jak tlenu potrzebują bezwarunkowej miłości. Chwalenie połączone z ocenianiem powoduje, że kiełkuje w nich niepokój, czy są w porządku takie, jakie są, czy aby zasłużyć na akceptację, zawsze muszą robić to, czego oczekują od nich inni. Jako rodzice początkowo cieszymy się, że dzieci dla naszych pochwał skłonne są robić dużo. Kiedy jednak wchodzą w wiek nastoletni i dla pochwał (akceptacji) grupy rówieśniczej robią rzeczy, na myśl o których cierpnie nam skóra, plujemy sobie w brodę.
5. Rozkazywanie („Masz tu natychmiast podejść!”). Działa jak żądanie – ze wszystkimi jego konsekwencjami.
6. Grożenie („Albo to zrobisz, albo wynocha z domu!”). Tu sytuacja wygląda podobnie.
7. Moralizowanie („Nie powinieneś tak się odzywać do pani”). Doskonały powód do gorącej dyskusji z nastolatkiem.
8. Przesłuchiwanie („Ale kto pierwszy zaczął? Co zrobiłaś, kiedy on tak powiedział?”). Źli policjanci raczej rzadko mogą liczyć na empatię.
9. Udzielanie rad („Po prostu przestań się nad tym roztkliwiać i weź się do roboty”). Rada nie w porę często zostaje odrzucona, nawet gdy jest najlepsza.
10. Odwracanie uwagi („Przestań o tym ciągle myśleć”). Czasem odpala zapalnik złości, bo druga strona ma poczucie, że to, co przeżywa, nie jest ważne.
11. Logiczne argumentowanie („Kiedy byłam w twoim wieku, musiałam pomagać rodzicom bez dyskusji”). W złości działamy w trybie przetrwania. Logika nie ma tu dużego dostępu.
12. Uspokajanie („Wszystko na pewno będzie dobrze. Kiedyś będziesz się z tego śmiać”). Czasem działa kojąco i je lubimy. Są jednak dzieci, które tupią i krzyczą: „Niczego nie rozumiesz, mamo!”, po czym wybiegają z jeszcze większym płaczem.
Więcej przeczytasz w naszej książce „Uwaga! Złość”
[product id="22030"]
Zobacz też: Pakiet poradników Serii Rodzicielskiej Natuli
Poznaj nasze książeczki Niuniuś - o emocjach małego dziecka:
[product id="23455, 25343, 25388, 23512, 23528, 24390, 24392, 23591, 23455, 23692, 24390, 24392, " slider="true"]
Poznaj naszą Serię Rodzicielską – tworząc ją myśleliśmy o tym, czego najbardziej potrzebują rodzice.