Przejdź do głównej treści
Produkty w koszyku: 0. Zobacz szczegóły

Twój koszyk jest pusty

Otwórz wyszukiwarkę
Szukaj
Zamknij wyszukiwarkę Wyczyść Szukaj
Produkty w koszyku: 0. Zobacz szczegóły

Twój koszyk jest pusty

Otwórz wyszukiwarkę
Szukaj
Zamknij wyszukiwarkę Wyczyść Szukaj

Fragment książki "(Nie)Grzeczni?"

Wyobraź sobie, Drogi Rodzicu, że masz uroczą 5-letnią córkę Alicję. Odbierasz
ją z przedszkola trochę wcześniej niż zwykle, ponieważ czeka Was
ważna uroczystość — obiad z okazji imienin teściowej. Prezent starannie
zapakowany, bukiet jej ulubionych kwiatów gotowy, sukienka Alicji odprasowana.
Majstersztyk. Przypominasz córeczce, że będziecie śpiewać babci
„Sto lat” i żeby była grzeczna.
Kiedy jest już po wręczeniu prezentu, uściskach i życzeniach, babcia pyta
Alicję, jak jej minął dzień w przedszkolu. Ala odpowiada, że świetnie, i chwali
się, że zna nowy wierszyk. Babcia zachęca do deklamowania. Alicji nie trzeba
długo prosić. Z entuzjazmem staje na krześle i recytuje:
Siedzi misio na łące,
puszcza bąki śmierdzące.
Przyszła mama, misia zbiła,
Miś się skupkał, mama zgniła.
I tu, Drogi Rodzicu, mamy do Ciebie pytanie. Co byś zrobił w takiej sytuacji?
Wybuchnął głośnym śmiechem? Kazał Alicji natychmiast zejść z krzesła,
skarcił ją i powiedział, że po powrocie do domu dostanie karę? Przeprosił
babcię? Natychmiast zadzwonił do dyrekcji przedszkola? A może zastanawiałbyś
się przez najbliższe tygodnie, gdzie popełniłeś wychowawczy błąd
i co wyrośnie z Twojego dziecka…?

I tego właśnie dotyczy ta książka. Piszemy w niej o sytuacjach rodzicielskich, których nie jesteśmy w stanie przewidzieć, o emocjach, jakie im towarzyszą, i o reakcjach dorosłych. Pokazujemy także — a wręcz przede wszystkim — emocje dzieci oraz ich reakcje na zachowania rodziców. Obie jesteśmy matkami i każdego dnia same się zmagamy z dziecięcymi humorami, próbami testowania naszej cierpliwości i logiką, która nijak nie przystaje do dorosłego odbioru rzeczywistości. Cóż, myślenie rodzica nie zawsze idzie w parze z tym, co czują i myślą dzieci.

Dziecko doskonałe
Gdyby jednak pokusić się o zmiksowanie wszystkich wyżej opisanych skojarzeń, to teoretycznie otrzymamy przepis na DZIECKO IDEALNE. Obyte, z ogładą towarzyską, nienagannym słownictwem, niewyrażające złości, zawsze posłuszne i ułożone. Takie, co to ukłoni się w pas najdalszej sąsiadce z ulicy, a jak krzyknie „dzień dobry”, to połowa tramwaju się odwróci. Gdy taki ulepszony model siada do stołu, to słowa „proszę” i „dziękuję” z ust mu nie schodzą. Serwetę na kolanka kładzie, a dziubek upaćkany pomidorową non stop obciera. Gdy jakiś niesforny makaron ucieknie mu z talerza, czym prędzej dyskretnie zagarnia go na osobny spodeczek. Gdy znienawidzony szpinak wyląduje na jego talerzu, zje go do końca, bez jęków i kwęków. Mało tego: uśmiechnie się półgębkiem i podziękuje mamie za wartościowy posiłek. Nie trzeba tu dodawać, że taki cud natury wstaje z łóżka bez szemrania, nie kłóci się z rodzeństwem, nigdy nie mówi „dupa”, nie przerywa rozmów rodziców, a gdy przychodzą dorośli goście, przez kilka godzin zajmuje się sam sobą. I nie oznacza to rozkładania ciężarówki na części pierwsze, rycia dziury w ścianie czy gry w strzelanki. Tylko… czy ktoś widział i zna takie dziecko? Autorki tej książki — nie. I całe szczęście, bo nie byłoby to szczęśliwe dziecko. Raczej zaprogramowany robot, który wykonuje wszelkie polecenia dorosłych szybko, potulnie i bez szemrania. Jak wygląda domowa rzeczywistość, kiedy bohaterem staje się „przeciętnie grzeczny”, a może „przeciętnie niegrzeczny” maluch?

Monika i córka Julia w akcji

„Maaaaaaamoooooooo!” — słychać od stołu dziki wrzask, bo właśnie rozlała się zupa, kopytka walają się po podłodze, kanapka z dżemem upaćkała całą sukienkę.
„Nie powiem tej pani dzień dobry, bo wygląda podejrzliwie”.
„Szpinak? Bleeeeee…. Zrób mi rosół!”.